Cierpkie jagody

Cierpkie jagody
Foto: David Köhler on Unsplash

Kamień. Zimny, obojętny, wypluty z ziemi podczas karczowania pola pod winnicę. Budulec wieży strażniczej, element muru, niemy świadek potu wylanego w oczekiwaniu na owoc. Taka sama twardość narasta w nas, gdy winnica, która nigdy nie była nasza, zaczyna ciążyć jak prywatny folwark. Zamiast słodyczy winogron, o której marzył Gospodarz, z naszych rąk i serc zbyt często spływa tylko cierpki, kwaśny sok zawiedzionych ambicji, jałowej pracy i cichej pretensji do Tego, który nas posłał.

Wtedy właśnie zaczyna się dramat Izajaszowej pieśni, powtórzony w Ewangelii z brutalną precyzją. Zmęczenie troską o cudze przeradza się w pokusę zawłaszczenia. Dzierżawca, powołany do służby, zaczyna myśleć jak właściciel. To subtelna gangrena duszy kapłańskiej, która nie zaczyna się od wielkich grzechów, ale od drobnego przesunięcia akcentów: z „Jego winnica” na „moja parafia”, z „Jego owce” na „moi wierni”, z „Jego dzieło” na „moje sukcesy”.

Logika uzurpatora

Przypowieść, którą Chrystus kieruje w twarz arcykapłanom i starszym ludu, nie jest idylliczną opowieścią. To akt oskarżenia. Greckie geōrgoi, tłumaczone jako „rolnicy” lub „dzierżawcy”, oznacza dosłownie „obrabiających ziemię”. Ich tożsamość jest zdefiniowana przez czynność wykonywaną na cudzej własności. Problem nie leży w ich pracy, ale w ich pamięci. Zapominają, kim są. Uważają, że długoletnia praca daje im prawo własności.

Punkt krytyczny, moment teologicznego i psychologicznego obłędu, zawiera się w ich kalkulacji: „To jest dziedzic (klēronomos); chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo (klēronomian)”. To zdanie demaskuje absurd grzechu pierworodnego w jego kapłańskiej wersji. Logika uzurpatorów jest samobójcza: wierzą, że eliminując jedyne źródło swojego prawa do pracy w winnicy (Syna-Dziedzica), zyskają do niej absolutne prawo. To myślenie, w którym zabójstwo staje się aktem notarialnym. Wyrzucają Go „z winnicy” i zabijają – by samemu stać się panami pustki, którą stworzyli.

Dlatego odpowiedź Chrystusa jest tak bezwzględna. Nie ma negocjacji. Królestwo nie jest reformowane, ale zabierane (airō) i dawane (didōmi) innemu narodowi. To zasada ontologiczna, nie historyczna anegdota. Winnica jest dana tym, którzy przynoszą Jego owoce, a nie tym, którzy budują na niej własne królestwo. Kamień, który odrzucili budujący – Syn – staje się kamieniem węgielnym nowej budowli, wzniesionej na gruzach ich pychy.

Między młotem a ruiną

Nasza kapłańska przemoc rzadko przybiera formę fizyczną. Jest bardziej subtelna. To przemoc administracyjna, która traktuje ludzi jak pozycje w arkuszu kalkulacyjnym. To przemoc duchowa, która używa ambony do załatwiania osobistych porachunków. To przemoc braterska, która w zaciszu prezbiterium kamienuje reputację współbrata, by samemu poczuć się pewniej. Każdy akt biurokratycznej bezduszności, każde cyniczne słowo o Ludzie Bożym, każda Msza odprawiona z sercem pełnym urazy do biskupa, parafian czy samego Boga – jest biciem sług posłanych po owoc.

W ten sam dzień Kościół stawia nam przed oczami Franciszka z Asyżu. Człowieka, który usłyszał wezwanie do odbudowy walącego się Kościoła – winnicy z rozwalonym ogrodzeniem, tratowanej przez dziki leśne. Jego odpowiedzią na kryzys posiadania nie był lepszy plan duszpasterski czy sprawniejsze zarządzanie. Była nią radykalna ekspropriacja samego siebie. Franciszek nie zawłaszczył niczego. Zrezygnował z dziedzictwa, nazwiska, nawet z ubrania, by pokazać, że jedynym właścicielem wszystkiego jest Ojciec.

Jego gest odbudowy kościoła San Damiano był prorocki. On nie organizował komitetu budowy, nie szukał sponsorów. Sam nosił kamienie. Zrozumiał, że kapłan-dzierżawca nie jest menedżerem ani właścicielem, ale robotnikiem, który własnymi rękami buduje i uprawia, brudząc się ziemią i zaprawą murarską. Franciszek pokonał syndrom właściciela, stając się najdoskonalszym z dzierżawców – tym, który nie zatrzymuje dla siebie nic, a cały owoc oddaje Panu.

Powrót dzierżawcy

Iluzja posiadania jest źródłem naszej kapłańskiej bezpłodności i ukrytej agresji. Jedynym lekarstwem jest dobrowolna abdykacja z tronu, którego nigdy nie mieliśmy, i powrót do statusu robotnika w winnicy Syna. Przestań bronić murów, które sam zbudowałeś, i wróć do pracy w polu.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Brandon Hoogenboom, David Köhler — via Unsplash