Rzeczywistość bezbronna

Dziecko postawione pośrodku. Nie jako rekwizyt w katechezie, sentymentalny obrazek czy argument w dyskusji, ale jako żywy, niepodważalny, bezbronny fakt. A wokół niego, nasza kapłańska narada strategiczna – dialogismos en tē kardia, wewnętrzny spór w sercu o to, kto jest meizōn, większy. Ta rozmowa toczy się w nas nieustannie: w ciszy plebanii po udanej lub nieudanej niedzieli, na spotkaniach dekanalnych, w przeglądanych wbrew sobie statystykach, w cichym porównywaniu charyzmatów i porażek z braćmi, których Bóg postawił obok. Chrystus nie przerywa tej rozmowy wykładem. On demaskuje jej jałowość, stawiając w centrum to, co w logice świata jest definicją niemocy.
Pył Hioba, jego starta z mapy majętność, jego unicestwione potomstwo – wszystko to jest tłem dla tego samego pytania o wartość, które zadajemy sobie w obliczu Boga. Czy nasza wierność jest transakcją? Czy służymy za darmo, czy też w skrytości serca oczekujemy, że Bóg „ogrodzi zewsząd” nas samych, nasz dom, naszą parafię, naszą reputację? Szatan stawia tezę, że prawość jest funkcją powodzenia. Ewangelia pokazuje, że wielkość jest funkcją przyjęcia bezbronności.
Logika odwróconego tronu
Wewnętrzna debata uczniów, dialogismos, to coś więcej niż przelotna myśl. To termin oznaczający kalkulację, rozważanie racji za i przeciw, wewnętrzne przepytywanie się. Uczniowie kalkulują swoją pozycję w nowym porządku, który – jak sądzą – ustanowi Jezus. Próbują zdefiniować strukturę władzy. Odpowiedź Chrystusa jest gestem profetycznym, a nie pedagogicznym. On nie mówi: „bądźcie jak dzieci”. On bierze paidion – małe dziecko, istotę bez statusu prawnego i społecznego – i stawia par’ heautō, „przy sobie”, na miejscu honorowym. To jest Jego definicja wielkości: zdolność do przyjęcia (dechomai) tego, co bezsilne i pozbawione znaczenia, jako przyjęcia Jego samego, a przez Niego – Ojca.
Druga scena jest tego logiczną konsekwencją. Interwencja Jana: „Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś… i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami” (ouk akolouthei meth’ hēmōn), jest owocem mentalności meizōn. Jeśli istnieje hierarchia „większości”, to my, jako ci najbliżej Mistrza, musimy strzec granic. Musimy kontrolować, kto ma prawo działać w Jego imię. To pokusa kapłańskiej koterii, ekskluzywizmu, zawłaszczenia łaski. Odpowiedź Jezusa jest ciosem w każdą formę klerykalnego poczucia wyższości i własności: „Kto nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”. To nie nasza przynależność do grupy definiuje skuteczność działania Ducha, ale otwartość na Jego moc, która przekracza nasze struktury.
Książę i ziarno
Ten dialogismos o wielkość zatruwa prezbiteria i niszczy braterstwo. Przejawia się w subtelnej rywalizacji o „lepszą” parafię, w pogardzie dla tych, którzy „nie chodzą z nami” – czy to liturgicznie, czy teologicznie, czy duszpastersko. Budujemy nasze małe królestwa, nasze bezpieczne bastiony, i z lękiem patrzymy na każdego, kto poza naszym murem skutecznie wypędza złe duchy. Bronimy marki, zamiast głosić Imię. Nasza gorliwość staje się zazdrością o skuteczność innych, a nasza tożsamość opiera się na negacji tych, którzy nie pasują do naszego modelu kapłaństwa.
Wspominamy dziś św. Wacława, księcia Czech. Męża, który z definicji był meizōn – największy w państwie. Miał władzę, wojsko, autorytet. A jednak tradycja przekazuje obraz władcy, który nocą, w tajemnicy, własnymi rękami uprawiał winorośl i pszenicę, by przygotować materię do Eucharystii. W tym geście zawiera się cała logika dzisiejszej Ewangelii. Prawdziwa wielkość Wacława nie leżała w koronie, ale w zejściu do ziemi, w pokornej służbie Tajemnicy, która go nieskończenie przerastała. Jego brat, Bolesław, wybrał logikę meizōn – zabił go z żądzy władzy, by samemu stać się największym. My każdego dnia wybieramy: czy być Wacławem, który służy Altarzowi, czy Bolesławem, który w imię własnej wielkości jest gotów zabić brata, choćby tylko duchowo.
Bez projektu
Kapłaństwo nie jest ostatecznie obroną naszej jurysdykcji ani walką o prestiż w niebiańskiej hierarchii. Jest zgodą na bycie postawionym obok bezbronnego dziecka, które jest samym Chrystusem w Jego kenozie. Porzuć więc kalkulację, kto jest większy, bo wielkość kapłana zaczyna się tam, gdzie kończy się jego projekt na siebie.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Thomas Vitali, Marek Studzinski — via Unsplash





