Samotność Miejsca

Samotność Miejsca
Foto: Andrew Neel on Unsplash

Kamienie. Czas ich rzucania i czas zbierania. W kapłańskim życiu oba te czasy zlewają się w jeden, niekończący się dzień, w którym jesteśmy celem dla jednych i fundamentem dla drugich. Dzisiejsza Ewangelia zastaje Chrystusa na modlitwie, w miejscu osobnym (κατὰ μόνας — kata monas). To nie jest ucieczka przed światem, ale zejście do samego rdzenia rzeczywistości, do rozmowy z Ojcem. Właśnie tam, w tej surowej samotności, pada pytanie, które definiuje wszystko. Ta sama samotność, która jest naszym codziennym chlebem — samotność plebanii po ostatnim spotkaniu, samotność w prezbiterium po odejściu wiernych, samotność w samochodzie między jedną posługą a drugą — jest przestrzenią, w której On wciąż pyta, oczekując odpowiedzi nie od tłumu, ale od nas.

Pytanie, Które Demaskuje

Pytanie Jezusa jest dwustopniowe i precyzyjnie skonstruowane. Najpierw: «Za kogo uważają Mnie tłumy?». To pytanie filtrujące, odsiewające opinie, sondaże, medialne obrazy i powierzchowne sądy. To wszystko, czym karmi się świat i czym, niestety, często karmi się nasze kapłańskie ego: opinia biskupa, zdanie proboszcza, szacunek parafian, liczba „lajków” pod transmisją. Chrystus pozwala temu wszystkiemu wybrzmieć i zniknąć. Dopiero wtedy pada drugie, właściwe pytanie, wzmocnione enfatycznym zaimkiem: Ὑμεῖς δὲ τίνα με λέγετε εἶναι; (Hymeis de tina me legete einai?) — «A wy za kogo Mnie uważacie?».

Odpowiedź Piotra jest teologicznie bezbłędna: «Za Mesjasza Bożego» (Τὸν Χριστὸν τοῦ Θεοῦ — Ton Christon tou Theou). To jest Credo w zarodku. I właśnie w tym momencie, po najbardziej poprawnej odpowiedzi, następuje rzecz wstrząsająca. Jezus nie gratuluje, nie chwali. On surowo im przykazał (ἐπιτιμήσας — epitimēsas). Ten sam czasownik jest używany w Ewangeliach przy uciszaniu demonów i poskramianiu burzy. Dlaczego? Ponieważ poprawna definicja, za którą nie idzie poprawne rozumienie, jest niebezpieczniejsza niż jawna herezja. Piotr wyznał prawdę, ale myślał w kategoriach triumfu, siły i politycznej chwały. Jezus natychmiast dekonstruuje tę iluzję, stawiając w centrum δεῖ (dei) — „konieczność”, „boską konieczność” cierpienia, odrzucenia i śmierci. Prawdziwa tożsamość Mesjasza nie jest tytułem, lecz losem.

Między Definicją a Przeznaczeniem

My także mamy gotowe, poprawne odpowiedzi. Jesteśmy alter Christus, szafarzami sakramentów, głosicielami Słowa. Znamy na pamięć teologiczne definicje kapłaństwa. A jednak Chrystusowe ἐπιτιμήσας rozbrzmiewa w naszych sumieniach za każdym razem, gdy nasza poprawna autodefinicja staje się ucieczką od „konieczności” naszego kapłańskiego losu. Uciekamy w administrowanie, w budowanie, w perfekcjonizm liturgiczny, w jałowe spory ideologiczne wewnątrz prezbiterium — we wszystko, co obiecuje nam iluzję kontroli i sukcesu na modłę tego świata, a chroni przed odrzuceniem przez „starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie” naszych czasów.

Święty Kleofas, którego wspomina dziś Martyrologium, był jednym z tych, którzy mieli wszystkie dane. Chodził z Jezusem, słuchał Go, a jednak Jego śmierć na krzyżu była dla niego skandalem tak wielkim, że ze spuszczoną głową uciekał z Jerozolimy. Jego problem nie polegał na braku informacji, lecz na fałszywym paradygmacie mesjanizmu. Dopiero gdy Zmartwychwstały przyłączył się do niego w drodze i na nowo wyjaśnił mu Pisma — całą logikę „konieczności” cierpienia — jego serce zaczęło pałać. Nasze kapłaństwo nie odradza się przez nowe strategie duszpasterskie ani przez zdobycie kolejnych akademickich tytułów. Odradza się w drodze do naszego prywatnego Emaus, gdy w zmęczeniu i rozczarowaniu pozwalamy, by On sam na nowo wytłumaczył nam, że bycie Jego kapłanem oznacza zgodę na bycie odrzuconym, zabitym dla świata i zmartwychwstanie w sposób, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani zaplanować.

Konieczność Krzyża

Prawdziwe pytanie Chrystusa nie dotyczy naszej ortodoksji, lecz naszej gotowości na przyjęcie Jego losu jako własnego. To nie jest zaproszenie do masochizmu, ale do realizmu Wcielenia, który jest jedyną drogą do zmartwychwstania. Prawdziwa odpowiedź nie jest słowem, lecz drogą, którą trzeba przejść.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Nicolas Häns, Andrew Neel — via Unsplash