Wiatr i szept

Wiatr i szept
Foto: Nicolas Häns on Unsplash

Wiatr, ten sam, który Kohelet obserwuje w jego kolistym, bezcelowym biegu, wieje przez dziedzińce naszych parafii i domów zakonnych. Ta sama cykliczność, którą opisuje mędrzec – pokolenie przychodzi i odchodzi, słońce wschodzi i zachodzi – staje się nierzadko wewnętrzną partyturą naszego kapłańskiego trudu. Powtarzalność rytuałów, administracyjne pętle, te same twarze, te same grzechy, ta sama bezsilność. Wszystko już było. W tę monotonię, w tę duchową akedię, która rodzi się z poczucia jałowości trudu zadanego „pod słońcem”, wkrada się jednak szept. Szept o Kimś, kto wymyka się cyklowi. Szept, który budzi niepokój.

Ten szept dotarł do uszu tetrarchy. Herod, człowiek zanurzony w politycznej powtarzalności intryg, sojuszy i zdrad, człowiek, który myślał, że widział już wszystko, nagle słyszy o czymś, co nie pasuje do jego schematu. Ten szept dociera i do nas, gdy w zmęczeniu rutyną posługi, w znużeniu własną powtarzalnością, słyszymy o Jego działaniu gdzieś obok, poza naszym bezpośrednim wpływem, poza naszą kontrolą. I rodzi się ten sam niepokój, co u Heroda.

Tetrarcha w potrzasku

Zaniepokojenie Heroda nie jest zwykłą ciekawością. Grecki termin, którego używa Łukasz – διηπόρει (diēporei) – oznacza stan skrajnej konfuzji, bycia w kropce, w sytuacji bez wyjścia. To nie jest intelektualna zagadka, to egzystencjalny wstrząs. Herod jest władcą, który porządkuje świat przez eliminację. Jego logika jest prosta: problemem był Jan, więc Jan został ścięty. Problem rozwiązany. Tymczasem wieść o Jezusie niszczy ten porządek. Głos, który miał zamilknąć na zawsze, powraca ze zwielokrotnioną mocą. Kakofonia opinii – Jan, Eliasz, prorok – potęguje jego bezradność. Herod próbuje zaklinać rzeczywistość: „Jana kazałem ściąć”. To desperacka próba narzucenia faktom własnej, siłowej interpretacji, która jednak rozpada się w pył w zetknięciu z Tajemnicą.

Jego pragnienie: „starał się Go zobaczyć” (ἐζήτει ἰδεῖν αὐτόν, ezētei idein auton), nie jest pragnieniem wiary, lecz pragnieniem kontroli. Chce zobaczyć, by sklasyfikować, ocenić, zneutralizować. To żądza posiadania obiektu, a nie spotkania z Osobą. Herod chce zamknąć Jezusa w ramach swojego pałacu i swojego pojmowania, tak jak zamknął Jana w lochu. To pragnienie zostanie upiornie zaspokojone w Wielki Piątek, gdy Herod wreszcie zobaczy Jezusa i potraktuje Go jak błazna, dziwny okaz do obejrzenia (Łk 23, 8-11). To spojrzenie, które nie nawraca, lecz upokarza i odrzuca.

Pragnienie bez wiary

Ten herodowy głód „zobaczenia” jest jedną z najsubtelniejszych pokus naszego kapłaństwa. Pragnienie zobaczenia efektów, sukcesu, mierzalnych wskaźników wzrostu. Pragnienie zobaczenia Jezusa działającego według naszych strategii duszpasterskich, potwierdzającego nasze analizy i uspokajającego nasze lęki. Gdy tak się nie dzieje, gdy On działa w sposób nieprzewidywalny, gdy Jego moc objawia się w ludzkiej słabości, a nie w naszych programach, rodzi się w nas tetrarcha. Próbujemy wtedy „ściąć” to, co nas niepokoi – charyzmat, który wymyka się strukturom; proroctwo, które demaskuje naszą letniość; świętość, która oskarża naszą przeciętność. Stajemy się administratorami tajemnicy, zamiast być jej sługami.

Wspominamy dziś św. Gerarda Sagredo, biskupa i męczennika. Wenecjanin, benedyktyn, człowiek wielkiej kultury, który opuścił stabilność opactwa, by udać się na dzikie, nieprzewidywalne tereny Węgier. On również „starał się zobaczyć” Jezusa, ale nie w bezpiecznej odległości dworskiej ciekawości. Szukał Go w oczach pogan, w trudzie budowania Kościoła od zera, w chaosie politycznych przemian. Nie próbował narzucić Chrystusowi własnej logiki. Pozwolił, by logika Ewangelii – logika krzyża – narzuciła się jemu. Jego „zobaczenie” Jezusa dopełniło się nie w pałacu, ale na wzgórzu w Budzie, gdy tłum zepchnął go w wozie ze skały. Herod chciał zobaczyć cudotwórcę. Gerard stał się obrazem umęczonego Pana.

Kto to jest?

Pytanie „Któż więc jest ten?” nie jest dla nas, kapłanów, kwestią do teologicznej dysputy, lecz fundamentalnym wyborem tożsamości. Możemy na nie odpowiadać jak Herod, próbując zamknąć Chrystusa w grobowcu naszych lęków i oczekiwań, albo jak Gerard, pozwalając, by to On nas zdefiniował, nawet za cenę naszego życia. Prawdziwe kapłaństwo nie zaczyna się od pytania Heroda, lecz od odpowiedzi Piotra.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: BLOG REGION, Nicolas Häns — via Unsplash