Kamień pod stopami

Kamień pod stopami
Foto: Natalia Marcelewicz on Unsplash

Tłum. Gęsta, anonimowa masa ciał, napierająca, domagająca się, zamykająca dostęp. Fizyczna bariera z potu, kurzu i oczekiwań, która odgradza Nauczyciela od tych, którzy noszą Jego krew. Ta sama materia ludzka, która jednego dnia woła „Hosanna”, a innego „Ukrzyżuj”, dzisiaj staje się żywym murem, nieprzekraczalną granicą nawet dla Matki. Ten napór jest naszym codziennym doświadczeniem – tłum spraw do załatwienia, dekretów do odczytania, telefonów do odebrania, ludzkich dramatów do wysłuchania. Tłum, który nas definiuje, uzasadnia naszą funkcję, a jednocześnie skutecznie oddziela od źródła, od pierwotnej więzi, od tych, którzy po prostu „chcą się widzieć z Tobą”.

Stajemy się menedżerami tego tłumu, pasterzami chaosu, a nie ojcami rodziny. Każdy napierający na nas człowiek staje się kolejnym zadaniem, a nie bratem. Wyczerpanie, które odczuwamy pod koniec dnia, nie jest zmęczeniem żniwiarza, lecz urzędnika. To frustracja człowieka, który nie mógł dostać się do Niego, bo był zbyt zajęty organizowaniem dostępu dla innych. W ten sposób sami stajemy się częścią bariery, którą mieliśmy znosić.

Nowa genealogia ducha

Odpowiedź Chrystusa, rzucona w zgiełk, brzmi jak teologiczny skandal. «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je» (Łk 8, 21). To nie jest, jak chcieliby sentymentaliści, proste zaproszenie wszystkich do rodzinnego kręgu. To jest brutalne w swej prostocie ustanowienie nowego porządku, nowej genealogii, która nie płynie w żyłach, ale w Duchu. Chrystus nie neguje więzów krwi. On je relatywizuje, podporządkowując je absolutowi Słowa. Greckie terminy użyte przez Łukasza – akouontes (słuchający) i poiountes (wypełniający) – to imiesłowy czasu teraźniejszego. Opisują nie jednorazowy akt, ale trwały stan, egzystencjalną postawę. Rodziną Jezusa jest się nie z racji urodzenia, ale przez nieustanne, czynne trwanie w Jego Słowie.

Scena ta demaskuje wszelkie próby zawłaszczenia Chrystusa, sprowadzenia Go do roli plemiennego bóstwa, patrona naszych grup, stronnictw czy nawet naszej własnej, prywatnej pobożności. On odmawia bycia własnością. Dostęp do Niego nie jest dziedziczony ani gwarantowany przez zewnętrzne pokrewieństwo – nawet to najświętsze. Warunkiem jest radykalne posłuszeństwo, które stwarza więź silniejszą niż genetyka. Tłum (ochlos) jest przestrzenią chaosu i roszczeń. Nowa rodzina (oikia tou Theou) jest przestrzenią słuchania i czynu. Kapłan staje dokładnie na granicy tych dwóch światów.

Stojący na dworze

Naszym kapłańskim dramatem jest sytuacja, w której tłum obowiązków wypycha nas „na dwór”, z dala od tego intymnego kręgu słuchania. Stajemy się jak ci krewni z Ewangelii – bliscy z urzędu, ale fizycznie oddzieleni. Pragniemy się z Nim widzieć, ale nie możemy się do Niego dostać, bo pochłania nas obsługa tych, którzy też chcą się z Nim widzieć. To paradoks, który prowadzi wprost do akedii i poczucia bezsensu. Nasza tożsamość, zamiast być zakorzeniona w byciu Jego „bratem” przez słuchanie Słowa, zostaje zredukowana do funkcji strażnika dostępu.

Święty Tomasz z Villanovy, arcybiskup Walencji, którego dziś wspominamy, był człowiekiem zanurzonym w tłumie. Administracja diecezją, reformy, spory teologiczne, potrzeby materialne tysięcy biedaków – jego ochlos był przytłaczający. A jednak jego życie było nieustannym przebijaniem się przez ten tłum do Słowa. On zrozumiał, że „matką i braćmi” Jezusa są ci, których spotykał w zaułkach miasta. Jego słynne stwierdzenie: „Jeśli chcesz, aby Bóg wysłuchał twoich modlitw, ty wysłuchaj głosu ubogich”, jest niczym innym jak praktycznym przełożeniem dzisiejszej Ewangelii. W krzyku ubogiego (Prz 21, 13) usłyszał Słowo, które należało wypełnić. Nie dał się uwięzić w pałacu biskupim. Wychodził „na dwór” nie po to, by zarządzać, ale by słuchać i wypełniać, stając się w ten sposób prawdziwym bratem dla Chrystusa obecnego w najmniejszych.

Słowo, które stwarza braci

Tożsamość nie rodzi się z funkcji, lecz z posłuszeństwa Słowu, które rozrywa krąg tłumu. Opuść centrum, w którym cię uwięziono – twoi bracia czekają na zewnątrz.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Gunnar Ridderström, Natalia Marcelewicz — via Unsplash