Pustka w karawanie

Pustka w karawanie
Foto: Leo Foureaux on Unsplash

Droga powrotna z Jerozolimy jest twarda i zakurzona. Karawana krewnych i znajomych, ten coroczny, pobożny mechanizm społeczny, porusza się w rytmie ulgi po spełnionym obowiązku. Ten sam mechanizm przenika nasze prezbiteraty i parafie: cykl roku liturgicznego, plany duszpasterskie, kolejne sprawozdania, znajome twarze na plebanii. Można przejść „dzień drogi” — cały tydzień, miesiąc, rok posługi — w bezpiecznym przypuszczeniu, że On jest gdzieś pośród tego wszystkiego, w tym naszym uporządkowanym pątnictwie. Aż do wieczornego zatrzymania, w ciszy pustego pokoju, gdy nagle uderza dojmująca pewność Jego nieobecności. Nie w tabernakulum, ale w epicentrum naszego działania.

Porządek Pierwszeństwa

Klucz do perykopy Łukasza nie leży w psychologii dwunastoletniego chłopca, ale w teologii Słowa Wcielonego. Pierwsze wypowiedziane przez Niego zdanie w tej Ewangelii jest deklaracją ontologiczną: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49). Greckie ἐν τοῖς τοῦ πατρός μου δεῖ εἶναί με (en tois tou patros mou dei einai me) jest gęstsze niż polskie tłumaczenie. Nie chodzi tylko o bycie „w domu” Ojca, w sensie budynku Świątyni. Chodzi o konieczność (δεῖ – dei, boski imperatyw, przymus istoty) bycia zanurzonym, pochłoniętym, istniejącym w sprawach Ojca. To jest definicja Jego tożsamości, która poprzedza i warunkuje Jego relację z Matką i ziemskim ojcem.

Ból serca Maryi i Józefa jest realny i usprawiedliwiony. Szukają Go w porządku ludzkich więzi – „między krewnymi i znajomymi”. Ich logika jest logiką rodziny. Odpowiedź Jezusa nie jest brakiem szacunku, lecz brutalnym objawieniem innej, nadrzędnej logiki – logiki Ojca. Oni Go zgubili, ponieważ szukali Go wewnątrz swojego systemu odniesień, podczas gdy On po prostu był tam, gdzie Jego istota kazała Mu być. Ich niezrozumienie („Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział”) nie jest zarzutem, ale tragicznym potwierdzeniem, że Jego misja tworzy pęknięcie w najświętszych nawet ludzkich strukturach.

Sanktuarium i stajnia

To pęknięcie przechodzi przez środek naszego kapłaństwa. Jesteśmy święceni, by być ἐν τοῖς τοῦ πατρός μου – w sprawach Ojca. Lecz jak szybko te sprawy Ojca zostają przez nas zredukowane do spraw parafii, budżetu, administracji, zarządzania konfliktem, utrzymywania wizerunku. Stajemy się sprawnymi zarządcami karawany, a nasz ból i lęk pojawiają się, gdy karawana nie idzie gładko. Kryzys wybucha, gdy odkrywamy, że cała ta sprawność jest pusta, bo On nie jest w centrum naszych planów. Został w Świątyni, a myśmy tego nie zauważyli.

Dziś wspominamy św. Józefa z Kupertynu, człowieka, którego całe życie było jednym, gwałtownym δεῖ – imperatywem bycia w sprawach Ojca. Był to jednak imperatyw manifestujący się w sposób skandaliczny dla porządku ludzkiego. Uznawany za nieuka i prostaka, niezdolnego do sprawowania funkcji, był problemem dla swoich przełożonych. Jego modlitwa była tak totalnym zanurzeniem w Bogu, że skutkowała lewitacją, ekstazą, niekontrolowanym uniesieniem w trakcie liturgii. Podczas gdy my próbujemy zaimponować światu intelektem i sprawnością, on został ukryty w odosobnieniu, bo jego świętość była zbyt kłopotliwa. Józef nie siedział między nauczycielami, zadając im pytania. Był jak nieme zwierzę w stajni, całkowicie pochłonięty jedną Rzeczywistością. On przypomina, że bycie „w sprawach Ojca” nie zawsze oznacza bycie skutecznym menedżerem winnicy Pańskiej. Czasem oznacza bycie bezużytecznym dla świata świadkiem innej logiki.

Imperatyw Powrotu

Trzy dni poszukiwań to nasz czas pustyni, czas konfrontacji z własną porażką i samotnością w kapłaństwie, które zgubiło swój jedyny punkt odniesienia. Odnalezienie Go nie jest końcem drogi, lecz odzyskaniem jej właściwego kierunku, powrotem z logiki karawany do logiki Ojca. Porzuć więc poszukiwania w tłumie i wejdź do świątyni własnego kapłaństwa.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Vicky Sim, Leo Foureaux — via Unsplash