Sieci

Sieci. Mokre, ciężkie od nocnej, bezowocnej pracy. Płukanie ich w płytkiej wodzie jeziora to rytuał porażki, mechaniczne czyszczenie narzędzia, które zawiodło. Ta jałowa czynność jest doskonale znana każdemu z nas, gdy po latach posługi, po setkach parafialnych inicjatyw i tysiącach godzin spędzonych na „pracy duszpasterskiej”, stajemy w obliczu poczucia fundamentalnej bezużyteczności. Gdy cała nasza wiedza, strategia i wysiłek przynoszą jedynie zmęczenie i pustkę, a kapłaństwo staje się administrowaniem porażką.
To właśnie w tym momencie, w smrodzie ryb, których nie ma, i w goryczy zawodu, pojawia się On. Nie przychodzi z gotowym planem naprawczym, nie oferuje nowego modelu ewangelizacji. Prosi jedynie o łódź — nasze wypalone, zawodowe jestestwo — by uczynić z niej katedrę. By z miejsca naszej klęski głosić słowo Boże. To upokarzająca prośba, bo wymaga od nas publicznego przyznania, że nasza łódź, nasze życie, jest puste.
Głębia i grzech
Polecenie „Wypłyń na głębię” — greckie epánage eis to báthos — nie jest jedynie wskazówką nawigacyjną. Báthos to nie tylko głębina wodna, ale także otchłań, to, co niezbadane i przerażające. Chrystus nie wysyła Piotra do miejsca, gdzie ryby biorą lepiej. On wysyła go w przestrzeń, gdzie kończy się jego profesjonalna kontrola, gdzie dno jest niewidoczne, a stare techniki zawodzą. To wezwanie do porzucenia bezpiecznej, przybrzeżnej strefy duszpasterskiego rzemiosła — naszych sprawdzonych schematów kazań, naszych rutynowych posług, naszej przewidywalnej pobożności — i wypłynięcia w otchłań czystej wiary w Jego Słowo.
Odpowiedź Szymona jest protestem eksperta: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic…”. A jednak dodaje: „Lecz na Twoje słowo…”. To pęknięcie w pancerzu profesjonalizmu jest bramą dla cudu. Jednak skutek tego cudu jest teologicznie wstrząsający. Obfitość połowu nie rodzi w Piotrze triumfu, lecz egzystencjalny lęk. Widok rwących się sieci i tonących łodzi nie jest dowodem jego nowo nabytej skuteczności, lecz teofanią, która obnaża jego nędzę. Okrzyk: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym” (Éxelthe ap’ emoû, Kýrie, hóti anḕr hamartōlós eimi), nie jest aktem fałszywej pokory. To krzyk człowieka, który w zetknięciu ze Świętym Bogiem uświadamia sobie własną nieczystość. Cud nie potwierdził jego wartości; on ją unicestwił, by na jej gruzach zbudować coś nowego.
Reguła Piotrowa
Naszą kapłańską tragedią jest próba pozostania na płyciźnie. Budujemy swoje poczucie wartości na statystykach, na sprawnym zarządzaniu parafią, na popularności, na przynależności do właściwej frakcji w prezbiterium. To wszystko są nasze przybrzeżne wody, w których płuczemy sieci po kolejnej nocy bezowocnej pracy, udając, że kontrolujemy sytuację. Chrystus wzywa nas na báthos — w otchłań samotnej modlitwy, w konfrontację z własnym grzechem bez znieczulenia, w posługę ludziom, których nie da się zamknąć w duszpasterskich projektach. Tam właśnie, w miejscu naszej największej bezradności, objawia się Jego moc.
Święty Grzegorz Wielki, papież i doktor Kościoła, którego dziś wspominamy, rozumiał to napięcie do szpiku kości. Człowiek o wybitnych talentach administracyjnych, który zorganizował Rzym i Kościół w czasach chaosu, uciekał przed wyborem na Stolicę Piotrową, ukrywając się, bo uważał się za niegodnego grzesznika. W swojej Regule Pasterskiej pisał, że pasterz musi być „przez pokorę bliski grzesznikom, a przez kontemplację wzniesiony ponad nich”. Grzegorz wiedział, że autorytet w Kościele nie rodzi się z kompetencji, lecz z doświadczenia Piotrowego — z upadku na kolana przed majestatem Boga, który objawia się pośród naszej porażki. Ucieczka w aktywizm i biurokrację jest naszą formą odmowy wypłynięcia na głębię, próbą uniknięcia spotkania, które nas obnaży.
Zostawić wszystko
Powołanie nie przychodzi w momencie naszej siły, lecz w chwili kapitulacji. „Zostawili wszystko” — nie tylko łodzie i sieci, ale przede wszystkim iluzję samowystarczalności, która rozbiła się o ciężar cudem złowionych ryb. On nie powołuje ekspertów od łowienia, lecz grzeszników porażonych Jego obecnością. Porzuć więc brzeg własnej adekwatności i wypłyń, bo tylko tam czeka na ciebie twoje prawdziwe imię.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Waldemar Brandt, Riddhiman Bhowmik — via Unsplash




