Pustynia o świcie

Pustynia o świcie
Foto: matt mr on Unsplash

Pustynia. To nie geografia, lecz stan wewnętrzny, do którego On ucieka w apogeum skuteczności. Po dniu wypełnionym egzorcyzmami, uzdrowieniami, nieustannym byciem-dla, nastaje moment strategicznego odwrotu. To nie jest ucieczka przed ludźmi, lecz ucieczka dla ludzi – akt odzyskania tożsamości, która nie może zostać zdefiniowana przez ich potrzeby, nawet te najświętsze. Ten ruch od tłumu ku samotności jest aktem fundamentalnej wierności Ojcu.

W naszym kapłaństwie ten rytm zostaje brutalnie zaburzony. Pomiędzy Mszą, biurem, telefonem a kolejną prośbą, nasza tożsamość bywa anektowana przez funkcję. Stajemy się sumą ludzkich oczekiwań, punktem usługowym, duchowym automatem. Zmęczenie, które odczuwamy, rzadko jest owocem apostolskiego trudu. Częściej jest to toksyczny osad egzystencjalny, wynikający z utraty kontaktu z Tym, który posyła, na rzecz tych, do których jesteśmy posłani.

Syndrom niezastępowalności

Analiza tekstu Łukasza odsłania dramaturgię kapłańskiej pokusy. Gdy tłumy Go znajdują, chcą Go „zatrzymać” (κατέχειν, katechein). Czasownik ten oznacza coś więcej niż prośbę; ma w sobie ciężar posiadania, powstrzymywania siłą, uczynienia własnością. Chcą Go zatrzymać, aby nie odchodził, aby stał się ich lokalnym, ekskluzywnym uzdrowicielem. To pragnienie, by zamknąć nieskończoność w granicach własnej wioski i własnej potrzeby. To pokusa każdej parafii, każdej wspólnoty, każdego człowieka wobec kapłana: „Bądź nasz. Nie odchodź”.

Odpowiedź Chrystusa jest ciosem w tę logikę. „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę… bo po to zostałem posłany” (εἰς τοῦτο ἀπεστάλην, eis touto apestalēn). Jego tożsamość nie jest w tym, że jest potrzebny tu i teraz, ale w tym, że jest posłany przez Ojca. Czasownik apostellō, od którego pochodzi słowo „apostoł”, definiuje Jego istnienie. On nie jest wolnym strzelcem, charyzmatycznym liderem budującym swoje królestwo. Jest w permanentnej delegacji. Jego ruchy dyktuje nie barometr popularności czy lista pilnych spraw, lecz wyłącznie wola Posyłającego.

Odrzucenie prośby tłumu nie jest aktem bezduszności. Jest to obrona integralności misji. Gdyby został, zdradziłby powszechność zbawienia na rzecz partykularnego komfortu Kafarnaum. Stałby się zakładnikiem własnego sukcesu, a Jego kapłaństwo – zredukowane do funkcji terapeutycznej.

Administrować czy być posłanym?

Przeniesienie tego napięcia w realia naszego prezbiterium jest bolesne. Jesteśmy kuszeni, by mierzyć nasze życie liczbą „zatrzymanych” przy sobie ludzi, sprawnością administracyjną, sukcesem duszpasterskich projektów. Presja bycia skutecznym menedżerem sacrum jest tak wielka, że zapominamy o byciu posłanym. Nasze parafie stają się naszym Kafarnaum – miejscem, gdzie jesteśmy potrzebni, doceniani, ale które jednocześnie może stać się naszym więzieniem, jeśli pozwolimy, by jego potrzeby zdefiniowały naszą tożsamość.

Błogosławiony Salomon Leclercq, męczennik z września 1792 roku, którego dziś wspominamy, był człowiekiem administracji. Jako sekretarz generalny Braci Szkół Chrześcijańskich doskonale rozumiał mechanizmy zarządzania. Jednak w chwili próby, gdy rewolucyjna władza zażądała od niego złożenia schizmatyckiej przysięgi na Konstytucję cywilną kleru, jego tożsamość administratora ustąpiła miejsca tożsamości apostoła. Odmówił, wiedząc, że jego posłannictwo pochodzi od Kościoła i Chrystusa, a nie od państwa czy opinii publicznej. Mógł „zatrzymać” swoje życie, funkcję, względny spokój. Wybrał wierność Temu, który go posłał, nawet za cenę gilotyny. Jego męczeństwo nie było protestem urzędnika, lecz ostatecznym aktem posłuszeństwa misji.

Ta decyzja jest paradygmatem. Pokazuje, że najgłębszy kryzys kapłański nie polega na wypaleniu zawodowym, lecz na ontologicznym zapomnieniu. Na zgodzie, by naszą istotę określały potrzeby tłumu, a nie wola Ojca. Ucieczka Chrystusa na pustynię i odmowa Salomona Leclercqa to ten sam duchowy gest: obrona tożsamości, która jest darem, a nie społecznym kontraktem.

Tylko Ten, który daje wzrost

Nasza wartość nie leży w naszej niezastępowalności dla parafii, lecz w naszej zastępowalności w rękach Boga. Jesteśmy sługami, przez których ludzie wierzą, niczym więcej. Prawdziwą klęską nie jest bycie opuszczonym przez tłum, lecz zapomnienie, że jest się posłanym.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: NEOM, matt mr — via Unsplash