Synagoga w Kafarnaum

Synagoga, w której wszystko się rozegrało, nie była teatrem. Stanowiła przestrzeń porządku: ustalone modlitwy, przewidywalny rytm, znane twarze. W takie właśnie uporządkowane struktury wchodzimy każdego dnia – kuria, parafia, schemat dnia – szukając w nich schronienia przed chaosem, który nosimy w sobie i który napiera z zewnątrz. A jednak to właśnie tam, w sercu rutyny, dochodzi do pęknięcia. Pojawia się krzyk, który demaskuje iluzję kontroli.
Ten krzyk nie jest obcy. Rozbrzmiewa w ciszy plebanii po ostatnim telefonie, w pustce po odjeździe gości, w bezsilności wobec problemu, którego nie da się rozwiązać dekretem ani dobrą radą. To krzyk wewnętrznego demona – demona jałowości, cynizmu, duchowej akedii – który doskonale zna naszą tożsamość („Wiem, kto jesteś”), ale używa jej jako oskarżenia, by nas zgubić i sparaliżować.
Exousia i Dynamis
Zdumienie tłumu w Kafarnaum nie wynikało z retorycznej sprawności Jezusa. Łukasz precyzyjnie notuje: „słowo Jego było pełne mocy” – logos autou en exousia. Greckie exousia to nie jest po prostu dynamis (siła, moc czynienia cudów). Exousia oznacza władzę inherentną, autorytet wynikający z samej istoty bytu, a nie z nadanej funkcji. Uczeni w Piśmie mieli autorytet delegowany – cytowali autorytety. Chrystus jest Autorytetem. Jego słowo nie opisuje rzeczywistości; ono ją stwarza i porządkuje. To jest fundamentalna różnica między kapłanem-urzędnikiem a kapłanem-narzędziem Chrystusa.
Demon, krzycząc „Wiem, kto jesteś: Święty Boga”, próbuje dokonać egzorcyzmu na Jezusie. W mentalności starożytnej poznanie czyjegoś prawdziwego imienia dawało nad nim władzę. To próba zamknięcia nieskończonego Boga w definicji, zredukowania Go do teologicznej formułki, którą można zarządzać. To diabelska pokusa każdego teologa i każdego proboszcza: posiąść wiedzę o Bogu tak kompletną, by nie musieć już stawać przed Bogiem w nagiej wierze. Jezus nie wchodzi w dialog. Jego odpowiedź jest cięciem: Phimōthēti – „zamilknij”, dosłownie „nałóż sobie kaganiec”. To słowo, które nie negocjuje z chaosem, ale go unicestwia.
Utracona władza i święty z jaskini
Czujemy dziś dotkliwie deficyt tej exousia. Mamy potestas święceń, jurysdykcję, urzędy. Mówimy słowa rozgrzeszenia, konsekracji, nauczania. Jak często jednak są to słowa puste, pozbawione ciężaru ontologicznego, bo nie wypływają z naszej jedności z Nim? Ten brak rekompensujemy aktywizmem, zarządzaniem, psychologizacją, „wyszukanymi słowami ludzkiej mądrości”, o których pisze Paweł. Stajemy się sprawnymi administratorami sacrum, a ludzie odchodzą od nas głodni Słowa, które ma realną moc przemiany. Polaryzacja w prezbiteriach często jest tego owocem: jedni szukają ratunku w socjologicznej relewancji, inni w estetycznym tradycjonalizmie. Obie drogi mogą być ucieczką od przerażającej prawdy, że utraciliśmy osobistą exousia.
Wspominamy dziś św. Idziego, opata. Arystokrata, który uciekł przed sławą cudotwórcy w leśną samotnię. Jego autorytet nie zrodził się w kancelarii opactwa, ale w jaskini, w milczącej konfrontacji z Bogiem i własną słabością. Legenda mówi, że chroniąc łanię, przyjął w rękę strzałę przeznaczoną dla niej. Jego władza nad duszami i demonami rodziła się z tej gotowości na zranienie w obronie tego, co niewinne i bezbronne, a przede wszystkim – z radykalnego ogołocenia. Idzi uciekł nie od odpowiedzialności, ale od pokusy budowania królestwa na własnym imieniu, a nie na imieniu Chrystusa.
Odzyskać Słowo
Kryzys kapłańskiej tożsamości nie jest kryzysem funkcji, lecz kryzysem słowa pozbawionego exousia. Odzyskanie go nie leży w nowych strategiach duszpasterskich, lecz w powrocie do jaskini, gdzie w ciszy i ogołoceniu pozwala się, by Słowo Chrystusa stało się naszym własnym, zdolnym na nowo uciszyć demony. Kapłańska władza nie rodzi się za biurkiem, lecz na kolanach przed Tym, który jest Słowem.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Victoria Strukovskaya, Brian Kairuz — via Unsplash





