Zwój i urwisko

Zwój i urwisko
Foto: Mick Haupt on Unsplash

Kłódka. Ta, którą założono na usta Rajmunda Nonnata w Algierze, by powstrzymać go od głoszenia Chrystusa, jest materialnym znakiem niemocy, jaką odczuwamy w naszych Nazaretach. Nie jest to niemoc braku słów, lecz niemoc ich rezonansu. Jest to milczenie narzucone nie przez wroga, ale przez „swoich” – tych, którzy patrzą, ale widzą jedynie „syna Józefa”, chłopaka stąd, administratora, człowieka od pogrzebów i ślubów. Ta swojskość, to uwięzienie w biografii, staje się naszym algierskim więzieniem, gdzie największą torturą nie jest bicz, lecz obojętne zdziwienie: „Czyż to nie jest…?”

Właśnie to pytanie, pozornie niewinne, jest mechanizmem zamykającym usta skuteczniej niż żelazo. Redukuje namaszczenie Duchem do socjologicznej ciekawostki. Zmienia kapłana, nosiciela sacrum, w znajomego, którego można ocenić, skrytykować, a ostatecznie zignorować, bo przecież znamy jego rodzinę, wiemy, gdzie chodził do szkoły, pamiętamy jego słabości. W tym momencie kończy się słuchanie Słowa, a zaczyna się audyt człowieka.

Mechanizm odrzucenia

Scena w synagodze jest precyzyjnym studium duchowej deeskalacji. Zaczyna się od szczytu: Chrystus, napełniony Duchem (Pneuma Kyriou ep' eme), dokonuje aktu suwerennej autoidentyfikacji. Jego deklaracja „Dziś (sēmeron) spełniły się te słowa” jest teologicznym trzęsieniem ziemi. Sēmeron, to Łukaszowe „teraz”, w którym wieczność wdziera się w historię, a obietnica staje się ciałem. Początkowa reakcja jest pozytywna: „wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się (ethaumazon) pełnym łaski słowom (tois logois tēs charitos)”. Podziwiają jednak nie Osobę, lecz estetykę. Są urzeczeni retoryką, a nie Prawdą, która za nią stoi. To zachwyt nad formą, który jeszcze nie dotknął istoty wiary.

Punktem zwrotnym jest pytanie: Ouchi huios estin Iōsēph houtos? („Czy nie jest to syn Józefa?”). To pytanie demaskuje ich serca. Jest to próba zamknięcia nieskończoności w skończonej, znanej im kategorii. Próba udomowienia Boga. Skoro jest „nasz”, to musi działać według „naszych” zasad, a Jego moc musi najpierw służyć „naszym” interesom („Lekarzu, ulecz samego siebie”). Kiedy Chrystus, przywołując Eliasza i Elizeusza, demaskuje ten religijny nacjonalizm i pokazuje, że łaska nie jest ograniczona więzami krwi, ich podziw zamienia się w morderczy gniew (thymos). Chcą Go strącić z urwiska (ophrys tou orous), bo Bóg, który nie jest ich prywatną własnością, jest dla nich bluźnierstwem. Nazaret nie chce Mesjasza; chce swojego potężnego krajana.

Na urwisku własnej parafii

Każdy z nas staje na swoim „urwisku góry”. Jest nim moment, w którym parafia, wspólnota zakonna czy nawet prezbiterium, po początkowym okresie akceptacji, zaczyna traktować nas jak „syna Józefa”. To chwila, gdy nasze kapłaństwo zostaje zredukowane do funkcji, gdy nasza samotność jest brana za dziwactwo, a nasze próby głoszenia radykalizmu Ewangelii za brak elastyczności. Urwiskiem jest ten moment, gdy zdajemy sobie sprawę, że nasza najgłębsza tożsamość, ta zrodzona w sakramencie święceń, jest dla otoczenia niewidzialna, przesłonięta przez naszą ludzką, zbyt dobrze znaną historię.

Święty Rajmund Nonnat, którego imię oznacza „nie-narodzony” (został wydobyty z łona zmarłej matki), jest tu patronem kapłańskiej tożsamości. Jego narodziny były nienaturalne, tak jak nasze kapłaństwo nie jest produktem naturalnego rozwoju, lecz nadprzyrodzonej interwencji. Rajmund, wykupując niewolników, sam stał się zakładnikiem. To jest model: kapłan, który rezygnuje z bycia „swoim” dla wszystkich, aby stać się zakładnikiem Chrystusa dla zbawienia niektórych. Jego usta zamknięto kłódką, bo jego słowa miały moc wyzwalającą, której bali się handlarze ludźmi. Naszym zadaniem nie jest schlebianie Nazaretowi, ale noszenie prawdy, nawet jeśli założą nam kłódkę obojętności lub wrogości. Nasza godność nie pochodzi z uznania ludzi, ale z faktu bycia „wydobytym ze śmierci” przez Chrystusa w dniu święceń.

Przejść pośród nich

Odrzucenie w naszym Nazarecie nie jest dowodem naszej porażki, lecz znakiem autentyczności misji. To nie jest wezwanie do ucieczki, lecz do suwerenności. Prawdziwa tożsamość kapłańska nie jest negocjowana z opinią Nazaretu, lecz otrzymana od Tego, którego Duch na nas spoczywa. Twoja misja nie zaczyna się od akceptacji, ale od momentu, w którym przestajesz o nią zabiegać.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Mick Haupt — via Unsplash