Dąb z Vincennes

Dąb z Vincennes
Foto: Adarsh Kummur on Unsplash

Dąb. Pod jego konarami król Ludwik IX, bosy i w prostej tunice, rozstrzygał spory między chłopem a baronem, wdową a lichwiarzem. Nie zarządzał sprawiedliwością zza biurokratycznej bariery, ale wcielał ją w życie, wystawiając własną osobę na ciężar ludzkiej krzywdy. Ta surowa materia królewskiego obowiązku, zakorzeniona w ziemi i Ewangelii, stanowi brutalny kontrast dla naszej kapłańskiej tendencji do ucieczki w dziesięcinę z kopru i kminku – w perfekcjonizm rubrycystyczny, w gorliwość administracyjną, w budowanie pastoralnych strategii, które stają się misterną fasadą, za którą ukrywa się serce unikające prawdziwego ciężaru Prawa: krisis, eleos, pistis.

Perfekcyjnie odprawiona liturgia, nienagannie prowadzona kancelaria, kalendarz wypełniony spotkaniami – wszystko to może stać się naszym polem jałowej mięty i kopru, wonną zasłoną dymną, gdy w konfesjonale brakuje miłosierdzia, na ambonie profetycznej prawdy, a w braterskich relacjach w prezbiterium – zwykłej, ludzkiej wierności. Zmęczenie, które odczuwamy, często nie pochodzi z nadmiaru pracy dla Boga, lecz z ogromu energii włożonej w utrzymanie czystości zewnętrznej strony kubka, podczas gdy wnętrze pęka od samotności, cynizmu lub cichej rozpaczy.

Barytera tou nomou

Chrystus nie potępia skrupulatności. Jego zarzut jest znacznie głębszy i dotyka samego rdzenia tożsamości religijnej. Mówi: „To zaś należało czynić, a tamtego nie zaniedbywać”. Problem faryzeuszy nie leży w błędzie, lecz w perwersyjnej inwersji porządku. Zaniedbali ta barytera tou nomou – dosłownie „cięższe rzeczy Prawa”. Greckie barys oznacza nie tyle „ważniejszy”, co „mający wagę, substancjalny, gęsty”. Sprawiedliwość (krisis), miłosierdzie (eleos) i wiara (pistis) nie są listą trzech cnót obok innych. Dla rabinów współczesnych Jezusowi były one filarami, na których opierał się cały gmach Tory. To one nadawały sens i ciężar właściwy każdej, nawet najmniejszej praktyce.

Krisis to nie tylko sąd, ale zdolność do prawego rozróżniania, do widzenia rzeczywistości w świetle Bożym, co jest istotą kapłańskiego charyzmatu. Eleos to hebrajskie hesed – miłość wierna, lojalność przymierza, która jest sercem Boga i powinna być sercem duszpasterza. Pistis to nie tyle wiara jako intelektualna akceptacja dogmatów, ile wierność, niezawodność, bycie godnym zaufania – fundament relacji z Bogiem i z ludźmi. Oddzielenie drobiazgowych przepisów od tych „ciężkich” fundamentów sprawia, że religia staje się neurotycznym systemem samousprawiedliwienia. Kubek lśni na zewnątrz, ale wewnątrz jest pełen harpages (zdzierstwa, chciwości) i akrasias (niepowściągliwości, braku panowania nad sobą) – dwóch sił, które po cichu niszczą kapłańskie serce.

Pęknięty kubek prezbitera

Wspominany dziś święty Ludwik IX, król Francji, jest postacią demaskującą nasze kapłańskie obłudy. Nie był duchownym, a jednak jego życie było głębszą egzegezą dzisiejszej Ewangelii niż tysiące naszych kazań. Jego ascetyzm, codzienna Msza, modlitwa brewiarzowa nie były celem samym w sobie. Były źródłem siły do sprawowania krisis pod dębem w Vincennes, do organizowania szpitali dla trędowatych (eleos), do dochowania wierności (pistis) swojemu ludowi i Kościołowi aż po śmierć na krucjacie. Jego pobożność nie była ucieczką od świata, ale narzędziem do jego przemiany. Była to integralność, w której wnętrze kubka – osobista relacja z Chrystusem – decydowała o czystości jego zewnętrznego, królewskiego działania.

My, kapłani, jesteśmy w ciągłej pokusie odwrócenia tego porządku. Stajemy się funkcjonariuszami sacrum, menedżerami parafii, ekspertami od liturgii. Polaryzacja w Kościele i w naszych prezbiteriach jest często sporem o miętę i koper – o styl liturgiczny, o strategie duszpasterskie, o polityczne sympatie. Przecedzamy komara personalnych animozji, a połykamy wielbłąda braku braterskiej miłości i wspólnego zatroskania o zbawienie dusz. Nasz aktywizm staje się formą akrasias – niepowściągliwości w działaniu, która zagłusza wewnętrzną pustkę. A nasze przywiązanie do urzędu, do pozycji, do opinii – subtelną formą harpages, zdzierstwa, które ograbia nas z wolności synów Bożych.

Oczyść wpierw

Hierarchia, którą podaje Chrystus, jest bezlitosna, ale wyzwalająca. To nie nasze czyny oczyszczają serce, lecz czyste serce nadaje wartość i sens naszym czynom. Bez tego stajemy się ślepymi przewodnikami dla samych siebie, a nasze kapłaństwo – lśniącą wydmuszką. Integracja osoby jest jedyną liturgią miłą Bogu, a jej celebransem jest kapłan, który przestał się bać własnego wnętrza.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Andrew Shelley, Adarsh Kummur — via Unsplash