Geografia pogardy

Figowiec. Drzewo dające cień gęsty i chłodny, schronienie przed bezlitosnym słońcem Galilei. Pod jego liśćmi, w samotności, dokonuje się prawdziwa ocena rzeczywistości. Tam właśnie, w przestrzeni nieobserwowanej przez nikogo, rodzi się i twardnieje sceptycyzm Natanaela. To nie jest miejsce modlitwy, to raczej przestrzeń prywatnego trybunału, gdzie wydaje się wyroki na świat. „Z Nazaretu? Czy może być co dobrego?”. To nie jest pytanie, to jest retoryczne stwierdzenie pogardy, opartej na geografii, na ludzkiej logice pochodzenia i reputacji.
Sceptycyzm ten jest naszą kapłańską codziennością. Naszym figowcem jest cisza plebanii po ostatnim spotkaniu, samotny powrót samochodem z filii, chwila przed zgaszeniem światła w sypialni. To tam, w ukryciu, dokonuje się nasza cicha ocena Kościoła, biskupa, współbrata, parafian. „Z tej kurii? Z tego prezbiterium? Z tej młodzieży? Czy może być co dobrego?”. To jest nasz Nazaret – wszystko, co w naszym kapłańskim życiu wydaje się zbyt prozaiczne, zbyt ludzkie, zbyt niegodne mesjańskiej interwencji. W cieniu naszego figowca pielęgnujemy przekonanie, że jesteśmy sami z naszą trzeźwą i gorzką oceną sytuacji, niewidziani i niesłyszani w naszej prawości.
Anatomia boskiego poznania
Kluczem do zrozumienia spotkania nie jest cud jasnowidzenia, lecz jakość spojrzenia Chrystusa. Kiedy mówi On: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu (δόλος, dolos)”, dokonuje aktu teologicznej precyzji. Greckie dolos nie oznacza po prostu błędu czy wady; oznacza przynętę, pułapkę, fałsz, dwulicowość. Chrystus nie chwali Natanaela za brak wątpliwości. Chwali go za brak fałszu w tychże wątpliwościach. Natanael jest człowiekiem integralnym w swoim sceptycyzmie; jego pogarda dla Nazaretu jest szczera, oparta na jego rozumieniu Prawa i Proroków. Nie ma w nim ukrytej agendy, gry pozorów. Jest brutalnie autentyczny w swoim uprzedzeniu.
Stwierdzenie: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem”, jest wstrząsem egzystencjalnym. W tradycji rabinackiej siedzenie „pod figą” było idiomem oznaczającym studium Tory. Chrystus nie mówi więc: „Wiem, gdzie fizycznie przebywałeś”. On mówi: „Byłem z tobą w samym sercu twojego zmagania z Pismem, w twojej najgłębszej samotności teologicznej, w twoim poszukiwaniu prawdy, które zrodziło cynizm. Znam cię nie z opowieści Filipa. Znam cię od wewnątrz, w twoim najprawdziwszym, ukrytym akcie bycia”. To poznanie poprzedza powołanie. To ono jest fundamentem powołania. Chrystus nie powołuje maski, którą nosimy w zakrystii czy kancelarii. On powołuje człowieka, którego widział pod figowcem.
Tożsamość odzyskana w spojrzeniu
Wspominamy dziś św. Bartłomieja Apostoła, którego Tradycja utożsamia z Natanaelem. Człowieka, którego tożsamość została zdefiniowana i ugruntowana jednym spojrzeniem, zanim jeszcze zdążył cokolwiek zrobić czy powiedzieć. To jest punkt krytyczny dla nas, kapłanów A.D. 2026, których tożsamość jest nieustannie szarpana między rolą urzędnika sakramentów, menedżera parafii, a coraz częściej – celem publicznej krytyki. Uciekamy w aktywizm lub biurokrację, budując tożsamość na tym, co policzalne i widoczne. Tymczasem nasza prawdziwa tożsamość kapłańska nie jest konstruktem naszej pracy, lecz darem wynikającym z faktu bycia poznanym przez Chrystusa w naszej bezsilności, w naszym „nazaretańskim” zniechęceniu.
Święty Bartłomiej, ten, który został rozpoznany w swej integralności, według starożytnych przekazów zginął w Armenii, obdarty żywcem ze skóry. To radykalna konsekwencja bycia „prawdziwym, bez podstępu”. Człowiek, który został przejrzany na wylot przez Chrystusa, na końcu sam został ogołocony ze wszystkiego, co zewnętrzne. Jego męczeństwo nie było eleganckim świadectwem, lecz brutalnym odarciem. Fundamentem, który pozwolił mu to przetrwać, nie była siła jego charakteru, lecz pamięć tamtego spojrzenia spod figowca – pewność, że jest Ktoś, kto zna go głębiej niż jego własna skóra. Nasze kapłaństwo przetrwa nie dzięki naszym strategiom czy sile woli, ale dzięki codziennemu powrotowi do tej prawdy: On widział mnie w moim cynizmie i właśnie tam, a nie gdzie indziej, wypowiedział moje imię jako fundament Jego Kościoła.
Widziany
Nasza kapłańska wartość nie leży w tym, co budujemy, lecz w tym, że zostaliśmy odnalezieni, zanim jeszcze ruszyliśmy w drogę. To spojrzenie Chrystusa, które przeniknęło cień figowca, jest jedynym realnym fundamentem pośród ruin naszych oczekiwań i zawodów. Wyjdź więc z cienia tego drzewa.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Grant Charsley, Brandon Green — via Unsplash




