Pęknięcia w opoce

Pęknięcia w opoce
Foto: Lallaoke on Unsplash

Skała. Surowy, pogański masyw pod Cezareą Filipową, z którego sączyły się wody dla kultu bożka Pana. To na tym tle, w cieniu obcych bogów, Chrystus stawia fundamentalne pytanie o swoją tożsamość. My, postawieni w roli opoki, znamy doskonale uczucie bycia raczej żwirem, pyłem niesionym przez wiatr kościelnych sporów i własnych słabości. Ten moment, gdy solidność, której się od nas oczekuje, jest tylko fasadą dla wewnętrznego pęknięcia, dla dojmującego poczucia bycia geologiczną pomyłką w wielkiej budowli Kościoła.

To nie jest kryzys wiary w Niego, lecz kryzys wiary w Jego wybór dotyczący nas. Pytanie „A wy za kogo Mnie uważacie?” z czasem mutuje w mroczniejsze: „A Ty, Panie, za kogo mnie wciąż uważasz? Czy wiesz, co się stało z tamtym Szymonem z seminarium? Czy widzisz tę erozję?”. To pytanie prześladuje w ciszy plebanii po dniu wypełnionym administrowaniem, gaszeniem pożarów, byciem funkcją, a nie ojcem. Stajemy się Szebną z pierwszego czytania – zarządcą, który zapomniał, że klucz nie jest jego własnością, lecz ciężarem położonym na ramieniu.

Anatomia objawienia

Pytanie Chrystusa pod Cezareą Filipową nie jest socjologiczną ankietą. Greckie hymeis de tina me legete einai kładzie ostry akcent na hymeis – „a wy”. To nie jest pytanie o opinie tłumu, lecz o osobiste, egzystencjalne stanowisko tych, którzy zostali wybrani. Odpowiedź tłumu jest bezpieczna, kataloguje Jezusa w znanych kategoriach: Jan Chrzciciel, Eliasz, Jeremiasz. To próba oswojenia Tajemnicy, zamknięcia jej w historycznym muzeum proroków. Tłum zawsze będzie chciał kapłana-urzędnika, kapłana-terapeutę, kapłana-działacza – kogoś, kogo da się sklasyfikować i zrozumieć.

Odpowiedź Szymona rozbija ten porządek. „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Chrystus natychmiast demaskuje jej źródło: „nie objawiły ci tego ciało i krew” – sarx kai haima. Ten semityzm, oznaczający człowieka w jego naturalnej, kruchej kondycji, jest kluczowy. Wyznanie Piotra nie jest owocem jego intelektu, pobożności czy siły charakteru. Jest czystym aktem objawienia Ojca. To dlatego właśnie Szymon, człowiek z krwi i kości, impulsywny i zawodny, może stać się Piotrem – Petros, skałą – petra. Jego siła nie leży w nim samym, lecz w objawieniu, którego stał się przezroczystym nośnikiem. Władza kluczy nie jest nagrodą za kompetencje, lecz konsekwencją przyjęcia daru, na który się nie zasłużyło.

Autorytet objawiony, słabość odziedziczona

Paradoks naszego kapłaństwa tkwi dokładnie w tym napięciu: między Szymonem, synem Jony, a Piotrem, opoką Kościoła. Jesteśmy powołani do bycia fundamentem, podczas gdy nasze „ciało i krew” krzyczą o własnej niestabilności, o lęku, o potrzebie akceptacji, o ucieczce w alkohol, pornografię czy cynizm. Współczesna kultura podsuwa nam fałszywe rozwiązania tego konfliktu: psychologizację powołania, redukcję posługi do zarządzania projektem duszpasterskim, budowanie autorytetu na sprawności menedżerskiej. Wszystko to są próby wzmocnienia „Szymona”, by poczuł się godzien być „Piotrem”. To ślepy zaułek.

Święta Róża z Limy, której wspomnienie Kościół obchodzi właśnie dzisiaj, 23 sierpnia, zrozumiała ten mechanizm w sposób radykalny. Jej surowa asceza, szokująca dla współczesnej wrażliwości, nie była formą duchowego masochizmu. Była brutalnie konsekwentnym uciszaniem swojego „ciała i krwi”, aby nic nie zakłócało w niej głosu Ojca. Odcinając się od wszystkiego, co świat uważał za wartość – urody, komfortu, społecznego uznania – stwarzała w sobie pustą przestrzeň, w której mógł zamieszkać Bóg. Nie próbowała negocjować ze swoją słabością ani jej terapeutyzować. Zadała jej gwałt, by całą sobą stać się naczyniem na objawienie. Dla nas, kapłanów, jej postać jest oskarżeniem wobec wszelkich prób budowania posługi na własnej sile, charyzmie czy intelekcie. Jest przypomnieniem, że autorytet do „wiązania i rozwiązywania” rodzi się nie z samodoskonalenia, lecz z ukrzyżowania własnego „ja”.

Klucz

Władza, którą dzierżymy, nie jest naszą własnością, lecz raną zadaną naszej samowystarczalności. To klucz wbity w ramię, jak kołek w pierwszym czytaniu – znak przynależności i bólu, a nie trofeum. Klucze, które otrzymałeś, nie pasują do zamków twoich zabezpieczeń, lecz do bram piekielnych.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: The AIRDEEz, Lallaoke — via Unsplash