Wysokość, Osobno

Obłok świetlany. Ten sam, który prowadził Izraela przez pustynię, ta sama chwała Szekinah, która zstępowała na Namiot Spotkania. Nie jest to zjawisko meteorologiczne, lecz teologiczny znak obecności. Osłania ich, oddziela od reszty świata, tworzy przestrzeń sakralną, w której Bóg ma przemówić. To właśnie takich obłoków szukamy w naszym kapłaństwie – chwil czystej, niekwestionowanej pewności; rekolekcji, które wreszcie „zaskoczą”; kazania, po którym czujemy fizyczną obecność Ducha; momentu modlitwy, gdy wszystko staje się jasne. Szukamy dowodu, że nasz wybór miał sens, że Bóg rzeczywiście jest z nami na tej naszej „górze wysokiej”, na którą zaprowadził nas osobno.
Ta potrzeba jest tak silna, że gdy obłok rzednie, a głos cichnie, ogarnia nas lęk. Lęk przed powrotem na dół, do prozy parafialnej kancelarii, do konfliktów w radzie duszpasterskiej, do beznadziei konfesjonału, w którym od lat słyszymy te same, mechanicznie recytowane grzechy. Lęk, że tam, na dole, nie ma już żadnego obłoku, a jedyne, co nas osłania, to narastające poczucie bezużyteczności.
Dekonstrukcja Namiotu Piotra
Mateusz używa słowa metemorphōthē (μετεμορφώθη). To nie jest kosmetyczna zmiana, powierzchowny blask. To chwilowe odsłonięcie boskiej morphē (formy, natury), którą Syn posiada odwiecznie, a którą uniżył, przyjmując morphē sługi (Flp 2, 6-7). Na Taborze na moment pęka zasłona kenozy. Uczniowie widzą nie tyle „odmienionego” Jezusa, ile Jezusa prawdziwego, w Jego ontologicznej tożsamości. Twarz jaśniejąca jak słońce i szaty białe jak światło nie są kostiumem, lecz emanacją Jego bóstwa, echem wizji Przedwiecznego z Księgi Daniela.
W tym momencie objawienia, Piotr, przytłoczony i zachwycony, reaguje w jedyny sposób, jaki zna kapłan wszystkich czasów: próbuje to zinstytucjonalizować. Jego propozycja: „postawię tu trzy namioty” (skēnas – σκηνάς) jest odruchową próbą udomowienia teofanii. Namiot to struktura. To próba zatrzymania chwały, zamknięcia jej w ramach projektu duszpasterskiego, nadania jej formy, którą można zarządzać. Piotr chce przekształcić objawienie w trwałą instytucję, w sanktuarium na szczycie, z dala od problemów. Jest w tym głębokie pragnienie bezpieczeństwa – skoro tu jest dobrze (kalón estin), zostańmy tu na zawsze.
Odpowiedź Ojca jest brutalnym przerwaniem tego ludzkiego projektu. Głos z obłoku pada, gdy Piotr „jeszcze mówił” (eti autou lalountos). Bóg nie pozwala mu dokończyć. Nie ma dyskusji o architekturze namiotów, o komitecie budowy, o zbiórce funduszy. Jest tylko jeden, twardy imperatyw: „Jego słuchajcie!” (autou akouete). To radykalne przesunięcie akcentu z naszego działania (budowania) na postawę absolutnego posłuszeństwa Słowu (słuchania). Bóg dekonstruuje projekt Piotra, zanim ten zdążył go w pełni sformułować.
Zejście w Cień Krzyża
Nasze kapłaństwo jest nieustannym zmaganiem z pokusą Piotra. Budujemy nasze namioty: doskonałą liturgię, sprawnie zarządzaną parafię, program formacyjny, który ma stuprocentową skuteczność, intelektualną fortecę z książek, która chroni nas przed zwątpieniem. To wszystko są próby zatrzymania chwały, udowodnienia sobie i światu, że „dobrze, że tu jesteśmy”, że nasza obecność ma sens. A gdy te struktury się walą – gdy ludzie odchodzą, programy zawodzą, a intelektualna pewność kruszeje – upadamy na twarz i bardzo się lękamy. Czujemy się zdemaskowani i bezbronni.
Święty Leon Wielki w swoim słynnym kazaniu na Święto Przemienienia (Sermo 51) wskazuje na prawdziwy cel tego wydarzenia. Nie chodziło o to, by dać apostołom schronienie, ale by „w sercach uczniów zbudować fundament nadziei” i przygotować ich na zgorszenie krzyża. Chwała Taboru była lekarstwem podanym przed chorobą, antycypacją Zmartwychwstania daną przed Męką. Miała ich nauczyć, że upokorzenie krzyża nie jest ostateczną porażką, lecz drogą do chwały, którą już widzieli. Chwała nie była celem samym w sobie, lecz ekwipunkiem na drogę w dół.
Nasze momenty „Taboru” mają ten sam cel. Nie są nagrodą za dobre sprawowanie, ale wyposażeniem na czas próby. Nie są po to, byśmy zamieszkali w poczuciu duchowego komfortu, ale byśmy, dotknięci przez Jezusa i umocnieni Jego „Nie lękajcie się!”, mieli odwagę zejść z powrotem do doliny. Do doliny, w której czeka opętany chłopiec, spolaryzowane prezbiterium, ciężar samotności i milczące pytanie o sens tego wszystkiego, gdy „nikogo nie widać, tylko samego Jezusa”.
Tylko Sam Jezus
Chwała Przemienienia nie jest obietnicą kapłaństwa wolnego od krzyża, lecz gwarancją, że krzyż nie jest końcem naszej drogi, a jedynie jej nieuchronnym etapem. To właśnie wierność w zejściu, a nie komfort na szczycie, uwierzytelnia nasze świadectwo. Prawdziwe kapłaństwo nie buduje schronienia na szczycie, lecz schodzi z góry, by własnym ciałem stać się namiotem dla Tego, którego tam ujrzało.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Robert Arrington, Linda Gerbec — via Unsplash




