Geografia żałoby

Geografia żałoby
Foto: Ben White on Unsplash

Pustkowie, na które oddalił się łodzią. Sucha, jałowa przestrzeń, obiecująca ciszę po traumatycznej wiadomości o ścięciu Jana. To nie jest teologiczny odwrót w poszukiwaniu strategicznego planu, lecz głęboko ludzka, niemal fizyczna potrzeba samotności w obliczu straty i absurdu zła. Ten sam mechanizm ucieczki uruchamia się w nas po trudnym tygodniu, po pogrzebie, który nas przerósł, po konfrontacji w radzie parafialnej, która obnażyła naszą bezsilność. Szukamy naszego osobistego erēmon topon – pustkowia, łodzi, zamkniętych drzwi plebanii – by przeżyć żałobę po własnej iluzji, po kolejnej duszpasterskiej porażce.

Jednak logika Królestwa dekonstruuje naszą logikę odpoczynku. Tłum Go odnajduje. Nasze pustkowie jest zawsze terytorium spornym, przestrzenią, w którą wdziera się potrzeba drugiego człowieka. Nasza samotność rzadko kiedy jest dana nam na własność. Jest raczej krótkim zawieszeniem broni między jedną bitwą a drugą. Jezus, widząc ich, doświadcza splagchnizomai – Jego wnętrzności się poruszają. To nie jest sentymentalne współczucie, ale trzewiowy, fizyczny ból na widok ludzkiej nędzy. I w tym momencie Jego żałoba zostaje przerwana, a nasza kapłańska iluzja o prawie do świętego spokoju – unieważniona.

Logika niemożliwego mandatu

Analiza gestów Jezusa podczas rozmnożenia chleba jest fundamentem naszej liturgicznej tożsamości. Sekwencja: wziął, spojrzał w niebo, pobłogosławił, połamał i dał (gr. labōn… anablepsas… eulogēsen kai klasas edōken) to matryca każdej Eucharystii. Jesteśmy włączeni w ten łańcuch dystrybucji. Jednak punkt krytyczny, kapłański nerw tego tekstu, leży nie w samym cudzie, lecz w dialogu, który go poprzedza. Uczniowie, konfrontując się z logistycznym problemem, proponują rozwiązanie racjonalne i skuteczne: „Każ więc rozejść się tłumom”. To jest język menedżera, administratora, sprawnego organizatora. To jest nasza pokusa: zarządzać problemem, zamiast wziąć za niego odpowiedzialność.

Odpowiedź Jezusa jest skandalem: „Wy dajcie im jeść!” (dote autois hymeis phagein). Ten imperatyw jest absurdalny. Demaskuje przepaść między boskim oczekiwaniem a ludzką możliwością. Reakcja uczniów to inwentarz naszej kapłańskiej biedy: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. To jest moment brutalnej prawdy. To jest nasza modlitwa w chwilach wypalenia: „Panie, nie mam już nic. Moja teologia jest sucha, moja cierpliwość wyczerpana, moja wiara to pięć czerstwych okruchów i dwie zasuszone ryby wątpliwości”. Jezus nie zaprzecza ich ubóstwu. On go żąda: „Przynieście Mi je tutaj”. Nie mówi: „Znajdźcie więcej”. Mówi: „Oddajcie mi waszą nędzę”. Cud nie zaczyna się od obfitości, ale od skonfrontowania i oddania Mu własnej, żałosnej niewystarczalłości.

Inwentaryzacja własnej nędzy

Przekładamy ten mechanizm na nasze życie. „Wy dajcie im jeść” słyszymy w konfesjonale, gdy przychodzi człowiek ze zgliszczami życia, a my mamy do dyspozycji tylko kilka formułek. Słyszymy je na spotkaniu z rodzicami przed chrztem, gdy ich ignorancja religijna zderza się z naszym zmęczeniem. Słyszymy je w podzielonym, spolaryzowanym prezbiterium, gdzie mamy budować jedność, dysponując jedynie własną poranioną dumą. Nasze „pięć chlebów” to nasza samotność, ukrywane lęki, intelektualne lenistwo, jałowość modlitwy. I podobnie jak uczniowie, naszą pierwszą reakcją jest chęć odesłania tłumu – zamknięcia kancelarii na czas, wyłączenia telefonu, ucieczki w przepisy i procedury, byle tylko nie konfrontować się z głodem, którego nie potrafimy nasycić.

Święty Piotr Julian Eymard, którego wspominamy dzisiaj, spędził życie na medytacji tego właśnie głodu. Jako kapłan diecezjalny, a potem zakonnik, doświadczył ogromnej posuchy duchowej i duszpasterskich niepowodzeń. Jego projekt założenia zgromadzenia eucharystycznego latami wydawał się skazany na porażkę. Jego „pięć chlebów” było aż nadto widoczne dla niego i dla jego otoczenia. Zrozumiał jednak, że rozwiązaniem kapłańskiego kryzysu nie jest wzmożony aktywizm, lecz radykalne odwrócenie kierunku. Zamiast próbować nakarmić świat z własnej pustki, trzeba najpierw przynieść tę pustkę przed Tabernakulum. Kapłan, który czuje się bezużyteczny, nie potrzebuje coachingu ani nowej strategii pastoralnej. Potrzebuje adoracji – czyli aktu przyniesienia Jezusowi swojej nędzy i pozwolenia, by On ją pobłogosławił, połamał i uczynił pokarmem.

Mandat

Kryzys kapłańskiej tożsamości nie jest kryzysem kompetencji, lecz kryzysem ofiarowania. Bóg nie powołał nas, byśmy byli samowystarczalnymi dostawcami łaski, ale byśmy byli szafarzami cudu, którego surowcem jest nasza własna, oddana Mu bezbronność. Przestań więc chronić swoją nędzę; to nią masz nakarmić Kościół.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Zoshua Colah, Ben White — via Unsplash