Cisza po połowie

Brzeg. To jedyne miejsce, gdzie ustaje gwałtowny chaos morskiej toni i rozpoczyna się bezlitosna selekcja. Na piasku, w milczeniu, oddziela się to, co żywe od tego, co gnijące; to, co wartościowe od tego, co bezużyteczne. Ta cisza brzegu bywa najgłośniejszym momentem naszego kapłańskiego dnia – kiedy po zarzuceniu sieci duszpasterskich spotkań, kazań, spowiedzi i administracji, siadamy w pustej plebanii i dokonujemy własnego, wewnętrznego sortowania. Przeglądamy połów dnia, czując w ustach słony smak porażki, bezsilności i jałowości, a ciężar sieci wydaje się niewspółmierny do wartości tego, co w niej znaleźliśmy.
W tej ciszy rodzi się pokusa, by samemu stać się aniołem sądu ostatecznego dla własnego kapłaństwa. Odrzucamy jako „złe” te momenty, które nie przyniosły natychmiastowego efektu, te rozmowy, które skończyły się w martwym punkcie, te godziny spędzone z ludźmi, którzy i tak wrócą do swoich grzechów. Zostawiamy w „naczyniach” jedynie kilka kruchych sukcesów, które mają usprawiedliwić nasze istnienie przed Bogiem, biskupem i samym sobą. To sortowanie wyczerpuje bardziej niż samo ciągnięcie sieci.
Logika Skarbca
Przypowieść Chrystusa jest precyzyjnym cięciem chirurgicznym w tę naszą kapłańską ranę. Używa On słowa sagēnē (σαγήνη), które nie oznacza zwykłej sieci do zarzucania, ale potężną, długą na setki metrów sieć-włók, ciągniętą przez dwie łodzie lub z łodzi do brzegu. Jej naturą jest totalna niedyskryminacja. Ona zagarnia pán génos – „wszelki rodzaj”, wszystko, co napotka na swej drodze. To jest obraz Kościoła i obraz naszej parafii – nie elitarnego klubu wędkarskiego, ale totalnego, brudnego połowu. Kluczowy moment następuje na brzegu: rybacy wyciągają sieć, siadają i zbierają. Ale ostatecznego oddzielenia złych (σαπρά – saprá, dosł. zepsutych, gnijących) od sprawiedliwych dokonają aniołowie, nie oni. Naszym zadaniem jest ciągnąć. Tylko i aż tyle. Wszelka próba sortowania połowu, zanim sieć dobije do brzegu wieczności, jest uzurpacją anielskiej funkcji i prostą drogą do duchowego wypalenia.
Dlatego właśnie zaraz po tej przypowieści pada pytanie ostateczne: «Zrozumieliście to wszystko?». Ich odpowiedź «Tak» jest warunkiem przejścia na wyższy poziom wtajemniczenia. Odpowiedzią Chrystusa nie jest pochwała, ale nowa definicja tożsamości: «Dlatego każdy uczony w Piśmie (grammateús), który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny (oikodespótēs), który ze swego skarbca (thesauros) wydobywa rzeczy nowe (kainá) i stare (palaiá)». Zrozumienie, że nie jesteśmy selekcjonerami ryb, przemienia nas z prostych rybaków w gospodarzy skarbca. Nasza energia ma być skierowana nie na osądzanie zawartości sieci, ale na zarządzanie skarbnicą Tradycji i Słowa. Mamy wydobywać z niej to, co stare – dogmat, liturgię, nauczanie Ojców – i nadawać temu nową, żywą formę, zdolną nakarmić cały ten chaotyczny połów.
Pęknięte naczynia w sieci
Ta prawda jest brutalnie wyzwalająca. Uwalnia nas od paraliżującej presji „efektywności” i potrzeby natychmiastowych rezultatów. Uwalnia od cynizmu wobec tych, których uznajemy za „beznadziejne przypadki” i od pychy wobec tych „dobrych”. Nasze ręce mają być zajęte liną od sieci, a nie segregowaniem ludzi. Nasz umysł ma być zanurzony w skarbcu, a nie w kalkulacjach pastoralnego sukcesu. Jesteśmy w tej samej sieci, co inni – jak glina w ręku garncarza, która w każdej chwili może ulec zniekształceniu i wymagać ponownego uformowania. Świadomość własnej kruchości jest jedynym skutecznym antidotum na pokusę bycia sędzią dla innych.
Święty Piotr Chryzolog, Arcybiskup Rawenny, którego dziś wspominamy, otrzymał swój przydomek – „Złotousty” – nie dlatego, że był zręcznym retorem. On zrozumiał tę logikę skarbca. Jego czasy to upadek Cesarstwa, chaos doktrynalny, zalew herezji i barbarzyństwa. Nie tracił czasu na sortowanie i potępianie zepsutego świata. Zamiast tego, zanurzył się w skarbcu Pisma i Tradycji (palaiá) i wydobywał z niego krótkie, zwarte, nasycone prawdą homilie (kainá), które formowały na nowo serca ludzi. Nie był sędzią na brzegu, ale gospodarzem, który karmił wszystkich, których sieć zagarnęła do jego kościoła. Wiedział, że jego zadaniem nie jest oczyszczenie morza, ale strzeżenie i mądre dysponowanie skarbami domu Ojca.
Tylko sieć
Nasze kapłaństwo sprowadza się do dwóch gestów: trzymania w rękach szorstkiej liny od sieci i posiadania kluczy do skarbca. Cała reszta jest iluzją władzy lub ucieczką w rozpacz. Porzuć brzeg osądu i wróć do liny, bo skarbca strzeże się rękami, które umieją ciągnąć sieć.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Bartłomiej Balicki, Marek Studzinski — via Unsplash




