Ciężar kamienia

Ciężar kamienia
Foto: The AIRDEEz on Unsplash

Grób. Jeszcze zamknięty, ale jego chłód przenika już wszystko; powietrze, rozmowy pocieszycieli, ściany domu. To jest chłód Betanii, w której umarła nie tylko osoba, ale i nadzieja, bo Mistrz się spóźnił. Ten sam chłód osiada w prezbiterium, w którym umarła braterska więź, w konfesjonale, w którym od lat nie usłyszałeś prawdziwego dramatu nawrócenia, w sercu, które od dawna nie czuje nic poza ciężarem własnej funkcji. Żyjemy w Betanii, administrując żałobą i porażką, a nasze kapłaństwo staje się często profesjonalnym, teologicznie poprawnym pocieszaniem tych, których Bóg – w naszym odczuciu – zawiódł tak samo, jak zawiódł nas.

Ja jestem. Czasownik Absolutu

Dialog Chrystusa z Martą jest precyzyjnym cięciem skalpela w tkance wiary. Marta przechodzi przez trzy etapy wyznania, które są lustrem dla naszej kapłańskiej duchowości. Pierwszy to wiara w czasie przeszłym, zabarwiona wyrzutem: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. To wiara w moc Chrystusa, ale ograniczona naszymi ludzkimi ramami czasowymi i przestrzennymi. To wiara w Boga, który powinien działać według naszego scenariusza. Ilu z nas zatrzymuje się na tym etapie, pielęgnując w sobie cichy żal do Boga za „spóźnione” interwencje w naszym życiu i duszpasterstwie?

Drugi etap to wiara w przyszłość, w doktrynę: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. To wiara ortodoksyjna, katechizmowa, bezpieczna. To wiara, którą głosimy z ambony – poprawna, ale odległa, pozwalająca przetrwać teraźniejszość bez konfrontacji. Chrystus jednak nie akceptuje tej ucieczki w eschatologię. On dokonuje radykalnego przesunięcia. Jego odpowiedź: „Ego eimi hē anastasis kai hē zōē” (Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem) nie jest obietnicą przyszłego wydarzenia. Jest objawieniem Jego Osoby jako teraźniejszej Rzeczywistości. On nie mówi: „Sprawię, że będzie zmartwychwstanie”. Mówi: „Ja jestem nim, tu i teraz”. W ten sposób cała abstrakcyjna teologia o rzeczach ostatecznych zostaje sprowadzona do jednego, absolutnego pytania o relację z Nim: „Wierzysz w to?”. Wiara przestaje być intelektualną akceptacją dogmatu, a staje się egzystencjalnym przylgnięciem do Osoby, która jest tym dogmatem.

Syndrom spóźnionego Mesjasza

Wspomnienie świętej Marty, patronki tego dnia, demaskuje nasze kapłańskie mechanizmy obronne. Ona, kobieta czynu, w obliczu śmierci i milczenia Boga, najpierw wychodzi Mu naprzeciw z pretensją, a potem próbuje schronić się w bezpiecznej formule teologicznej. To my. W obliczu bezsilności, rozkładu życia parafialnego, polaryzacji w Kościele, uciekamy w aktywizm („uwijanie się około rozmaitych posług”) albo w jałową ortodoksję, która staje się pancerzem chroniącym przed dotkliwym poczuciem Bożej nieobecności. Zarządzamy kryzysem, organizujemy, planujemy, piszemy sprawozdania – stajemy się administratorami grobu, bo boimy się przyznać, że Chrystus, w naszej ocenie, spóźnił się i zawiódł.

Marta uczy nas, że świętość nie rodzi się z doskonałego timingu czy bezbłędnej posługi. Rodzi się w momencie, gdy w samym środku poczucia klęski i opuszczenia pozwalamy, by Chrystus zatrzymał nas w biegu i zadał to jedno, obnażające pytanie. On nie pyta Marty o to, jak zorganizowała żałobę. Nie chwali jej za teologiczną wiedzę. On stawia ją przed sobą i żąda odpowiedzi, która dotyczy nie przeszłości czy przyszłości, ale wyłącznie teraźniejszości Jego Obecności. Nasze wypalenie i frustracja nie biorą się z nadmiaru pracy, ale z próby zastąpienia Jego spóźnionej – w naszym mniemaniu – obecności naszą własną, gorączkową aktywnością.

Przestań administrować grobem

Kapłańska tragedia nie polega na opłakiwaniu śmierci, lecz na profesjonalnym zarządzaniu grobem, gdy u jego wejścia stoi już Życie. Chrystus nie przychodzi, by zatwierdzić nasz plan działania w żałobie, lecz by go unicestwić swoim „Ja jestem”. Przestań administrować rozkładem i wyjdź Mu naprzeciw, bo On nie pyta o stan twojego brata, lecz o stan twojej wiary.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Steffen Lemmerzahl, The AIRDEEz — via Unsplash