Pole

Pole. Jego granice wyznacza horyzont, a nie mur plebanii. To w nim, a nie w sterylności zakrystii, rozgrywa się dramat Królestwa. Ta prawda uderza z całą mocą, gdy po latach kapłaństwa stajesz na skraju własnej uprawy – parafii, wspólnoty, diecezji – i widzisz nie tylko pszenicę, ale i bujny, triumfujący chwast. Widzisz go w rodzinach, które miałeś za ostoję, w sercach ludzi, których spowiadałeś, a czasem, w godzinach brutalnej szczerości, dostrzegasz go we własnej duszy. I wtedy rodzi się kapłańska herezja znużenia: przekonanie, że twoim zadaniem jest to wszystko wyrwać, oczyścić, posprzątać. Że jesteś żniwiarzem Boga.
To przekonanie jest początkiem wypalenia. Stajesz się jak prorok Jeremiasza, którego oczy wylewają łzy nad klęską, jak kapłan błądzący po kraju, który „nic nie rozumie”. Patrzysz na pole i widzisz tylko porażkę Boga i swoją własną. Oczekiwany pokój nie nadchodzi, a czas uleczenia zamienia się w przerażenie. To stan ducha kapłana, który pomylił swoją funkcję z funkcją anioła z Apokalipsy.
Wyjaśnienie w domu
Uczniowie proszą o wyjaśnienie przypowieści w domu, eis tēn oikian (εἰς τὴν οἰκίαν). Nie na forum, nie dla tłumów. Istnieje poziom prawdy o Królestwie, który dostępny jest tylko w intymności, po zamknięciu drzwi przed zgiełkiem oczekiwań. Tam Chrystus dokonuje bezlitosnej demaskacji ról. Syn Człowieczy sieje. Diabeł sieje. Aniołowie będą żniwować. W tym dramacie nie ma ani słowa o tym, że apostołowie, kapłani czy biskupi mają być żniwiarzami. Nasza rola jest inna, radykalnie inna i trudniejsza do przyjęcia przez naszą aktywistyczną mentalność. My sami jesteśmy częścią zasiewu. „Dobrym nasieniem są synowie królestwa”. Naszym pierwszym powołaniem nie jest zarządzanie polem, ale bycie pszenicą.
Chwast, o którym mowa, to po grecku zizania (ζιζάνια), najprawdopodobniej życica roczna. To roślina, która we wczesnych stadiach wzrostu jest niemal nie do odróżnienia od pszenicy. Wyrywanie jej przed czasem nieuchronnie zniszczyłoby także dobre ziarno. Ta botaniczna precyzja jest kluczem teologicznym. Nasza kapłańska gorliwość, pozbawiona eschatologicznej cierpliwości, staje się narzędziem zniszczenia. Próbując oczyścić Kościół „tu i teraz” według własnych kryteriów, nieuchronnie niszczymy to, co Boże. Wrzucenie do pieca ognistego „wszystkich zgorszeń” (panta ta skandala – πάντα τὰ σκάνδαλα) i czyniących bezprawie (tous poiountas tēn anomian – τοὺς ποιοῦντας τὴν ἀνομίαν) to prerogatywa Syna Człowieczego na końcu czasów. Nie nasza.
Gorliwość Wiktora i nasza
Dziś wspominamy papieża Wiktora I, Afrykańczyka na tronie Piotrowym z końca II wieku. Człowieka o żelaznej woli, który zmierzył się z potężnym chaosem w Kościele – sporem o datę Wielkanocy. Kościoły w Azji Mniejszej, powołując się na tradycję apostolską Jana, świętowały ją razem z Żydami, czternastego dnia miesiąca Nisan, niezależnie od dnia tygodnia. Wiktor, dążąc do jedności i porządku na „polu” Kościoła, zagroził im ekskomuniką, chcąc siłą narzucić rzymski zwyczaj świętowania w niedzielę. Jego gorliwość o czystość i jedność była tak wielka, że był gotów wyrywać to, co uważał za chwast odmienności. Dopiero interwencja św. Ireneusza z Lyonu powstrzymała go, przypominając, że jedność wiary nie musi oznaczać uniformizacji liturgicznej.
W postaci Wiktora I przegląda się nasza własna kapłańska niecierpliwość. Chcemy natychmiastowych rozwiązań. Chcemy usunąć z prezbiterium tych o „innej opcji”, wyplenić z parafii „liberalizm” lub „tradycjonalizm”, oczyścić Kościół z ludzi, których życie jest dla nas zgorszeniem. Stajemy się sędziami obsady, a nie siewcami ziarna. Tymczasem Chrystus mówi: pozwólcie obojgu róść aż do żniwa. To polecenie jest aktem zaufania w ostateczne zwycięstwo Boga, a dla nas – wezwaniem do heroicznej cierpliwości. Nasza samotność i poczucie bezużyteczności często biorą się z tego, że próbujemy dźwigać ciężar, który należy do aniołów. Chcemy być żniwiarzami w świecie, który potrzebuje siewców gotowych stać się ziarnem.
Być zasianym
Kryzys kapłańskiej tożsamości jest często kryzysem uzurpacji. Bierzemy na siebie zadania, których Pan nam nie powierzył, a zaniedbujemy to jedno, do którego nas wezwał: być dobrym nasieniem, które obumiera, by wydać plon. Nasza wierność nie polega na wyrywaniu chwastu, lecz na upartym wzrastaniu w ziarnie, którym On nas uczynił. Porzuć sierp, który nigdy nie należał do ciebie.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: rashid khreiss, Polina Rytova — via Unsplash





