Ziemia, która pali dłonie

Rola. Twarda, zbita glina, w której łamie się pług, a pot miesza się z pyłem. To w takiej ziemi, a nie na rajskiej łące, dokonuje się odkrycia. W tym twardym gruncie naszego kapłańskiego znoju – w powtarzalności brewiarza, w jałowości spotkań rady parafialnej, w administracyjnym pyle – natrafiamy na coś, co stawia pod znakiem zapytania całą dotychczasową ekonomię naszego życia. To nie jest łagodne zaproszenie do refleksji. To uderzenie twardego metalu o lemiesz, wstrząs, który zatrzymuje całą maszynerię naszych planów duszpasterskich, ambicji i dobrze ugruntowanego znużenia.
Odkrycie Skarbu jest aktem gwałtownym. Demaskuje iluzję, że nasze kapłaństwo jest sumą naszych wysiłków, kompetencji i cnót. Objawia, że w samym centrum naszej jałowej ziemi, tej, którą nieraz przeklinamy w samotności, Bóg ukrył samego siebie. I ten moment prawdy jest jednocześnie momentem największego zagrożenia dla naszego status quo. Bo od tej chwili nie da się już orać tak samo. Nie da się żyć tak samo.
Kalkulacja nieskończoności
Przypowieści o skarbie i perle nie są ckliwymi opowiastkami o szczęśliwym znalezisku. To brutalne w swej logice traktaty o wartości absolutnej. Ewangelista Mateusz używa tu konkretnych, niemal handlowych terminów. Człowiek, który znalazł skarb, odchodzi apo tēs charas autou – „z powodu tej radości”. Radość nie jest tu emocjonalnym dodatkiem, ale motorem napędowym, przyczyną sprawczą całej operacji. To ona dyktuje warunki transakcji: pōlei panta hosa echei kai agorazei – „sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje”. Greckie panta nie dopuszcza wyjątków, nie ma tu klauzul o zachowaniu sentymentalnych pamiątek.
Kupiec poszukujący pereł reprezentuje inny typ duchowości – człowieka w drodze, specjalistę, konesera. Lecz gdy znajduje tę jedną, henà polýtimon margarítēn – „jedną wielce cenną perłę” – jego reakcja jest identyczna. Cała jego dotychczasowa wiedza, doświadczenie, cała kolekcja mniejszych pereł staje się bezwartościowa. Logika Królestwa jest totalna: nie polega na dodawaniu, lecz na zastępowaniu. Nie dokładasz Chrystusa do swojego życia; sprzedajesz swoje życie, by kupić Chrystusa.
Punktem napięcia nie jest tu samo odkrycie, lecz następująca po nim bezwzględna decyzja. To akt wiary, który dla świata jest szaleństwem, a dla nas, kapłanów, bywa często teoretyczną prawdą, od której uciekamy w tysiące mniejszych, bezpieczniejszych transakcji. Zabezpieczamy się opinią ludzką, gromadzimy drobne sukcesy, inwestujemy w ideologiczne stronnictwa w Kościele, byle tylko nie postawić wszystkiego na jedną kartę. A Ewangelia mówi jasno: Królestwo można tylko „kupić” w całości, płacąc sobą w całości. Innej ceny nie ma.
Cena perły w prezbiterium
Dziś Kościół stawia nam przed oczy Joachima i Annę. Ich życie, z perspektywy kronikarzy sukcesu, było porażką. Było ukrytym skarbem w roli codziennej, cichej wierności Prawu, wierności naznaczonej społecznym piętnem bezpłodności. Ich „sprzedażą wszystkiego” była rezygnacja z własnych planów na dziedzictwo, z ludzkiej logiki sukcesu i samorealizacji. Zaufali, że Bóg ma dla nich perłę, której wartość przekracza biologiczne i społeczne miary powodzenia. Ich wierność w ukryciu „kupiła” rolę, w której wzrosła Pełna Łaski.
Ta ewangeliczna transakcja demaskuje nasze kapłańskie lęki. Lęk przed byciem nieistotnym w zsekularyzowanym świecie. Lęk przed samotnością, którą próbujemy załatać gorączkowym aktywizmem lub przynależnością do tej czy innej frakcji w prezbiterium. Znalezienie Perły unieważnia te podziały i lęki. Człowiek, który dotknął absolutu, nie ma już czasu na jałowe spory o liturgiczne koronki czy duszpasterskie mody. Ma tylko jeden cel: nabyć pole, zdobyć perłę. A ceną jest sprzedaż iluzji o samowystarczalności, o kapłaństwie jako karierze, o Kościele jako korporacji, którą trzeba sprawnie zarządzać.
Paweł w Liście do Rzymian dopowiada resztę: Bóg nie tylko umożliwia nam tę transakcję, ale On ją od wieków zaplanował. „Tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył… powołał… usprawiedliwił… obdarzył chwałą”. Nasze kapłaństwo nie jest przypadkowym znaleziskiem, ale odwiecznym zamysłem. Dramat polega na tym, że powołani do posiadania Perły Nieskończonej Wartości, często zadowalamy się zbieraniem szklanych paciorków ludzkiego uznania.
Tylko to
Ostatecznie nie chodzi o to, by do naszego kapłańskiego inwentarza dodać kolejną duchową praktykę czy teologiczną kompetencję. Chodzi o radykalną wymianę, o sprzedaż całego dotychczasowego „ja” z jego lękami, ambicjami i rozczarowaniami, by posiąść Jego. To jedyna transakcja, w której pozbywając się wszystkiego, zyskujemy Wszystko. Stawką nie jest to, co tracisz, ale Kim się stajesz, gdy odważysz się kupić to pole.
Źródło czytań: brewiarz.pl
Zdjęcia: Marjhon Obsioma, Mike Erskine — via Unsplash




