Logika pola

Logika pola
Foto: Polina Rytova on Unsplash

Chwast. Jego grecka nazwa, zizania (ζιζάνια), to nie jest ogólne określenie zielonego intruza. To konkretny gatunek, najprawdopodobniej życica roczna, Lolium temulentum. W początkowej fazie wzrostu jej źdźbła są niemal nie do odróżnienia od młodej pszenicy. Rośnie podstępnie, w przebraniu, naśladując to, co dobre. Dopiero gdy pojawia się kłos, mistyfikacja wychodzi na jaw. Ta biologiczna precyzja obrazu demaskuje iluzję, w której żyjemy – iluzję łatwej klarowności. Przeniesiona na grunt naszej posługi, staje się ona brutalnie trafną diagnozą stanu duszy i prezbiterium: niemożności odróżnienia własnej, Bożej gorliwości od neurotycznego aktywizmu, wierności doktrynie od ideologicznej sztywności, braterskiej troski od toksycznej kontroli.

Stajemy nad rolą naszej parafii, naszej wspólnoty, naszego własnego serca, i widzimy tę mieszaninę. I jak słudzy z przypowieści, natychmiast mamy gotowe rozwiązanie: interwencja, cięcie, oczyszczenie. Chcemy działać. Chcemy porządku. Chcemy pola bez chwastu, Kościoła bez grzeszników, kapłaństwa bez słabości. Paląca potrzeba wyrywania jest odruchem serca, które nie znosi dwuznaczności i nie potrafi zaufać procesowi, którego nie kontroluje. To odruch strachu, a nie wiary.

Odmowa interwencji

Punktem krytycznym przypowieści nie jest zasiew chwastu, ale kategoryczna odmowa Gospodarza: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy” (Mt 13, 29). To zdanie jest teologicznym skandalem dla każdej mentalności menedżerskiej i każdej formy duchowego perfekcjonizmu. Gospodarz (oikodespotes) nie jest pobłażliwym ignorantem. On doskonale wie, co się stało. Jego decyzja nie jest wyrazem słabości, lecz suwerennej mądrości, która chroni dobro za cenę tolerowania zła. To jest strategia oparta na twardej, agrotechnicznej wiedzy: korzenie życicy i pszenicy w dojrzałym stadium są tak splecione, że próba wyrwania jednej rośliny nieuchronnie niszczy drugą.

Decyzja Pana pola demaskuje naszą niecierpliwość jako potencjalnie bardziej destrukcyjną niż bierna obecność zła. Nasza gorliwość, pozbawiona Jego cierpliwości, staje się zagrożeniem dla pszenicy. On widzi system korzeniowy, my widzimy tylko źdźbła na powierzchni. On myśli w perspektywie spichlerza, my – w perspektywie natychmiastowej czystości pola. Paweł w Liście do Rzymian dotyka tego samego misterium naszej niezdolności: „Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami” (Rz 8, 26). Nie umiemy się modlić, nie umiemy sądzić, nie umiemy nawet właściwie pielęgnować pola. Nasza rola jest inna: mamy rosnąć. Sąd i separacja należą do Pana żniwa i Jego żeńców.

Pole w sutannie

Każdy z nas nosi w sobie to pole. Tę mieszaninę łaski i oporu, powołania i kalkulacji, czystej intencji i ukrytej pychy. A obok nas, w tym samym prezbiterium, rosną inni – bracia, których postrzegamy czasem jako pszenicę, a czasem jako ewidentny chwast. Pokusa bycia sługą-żeńcarzem jest jedną z najpoważniejszych chorób zawodowych kapłaństwa. Prowadzi do izolacji, cynizmu i duchowego wypalenia, które rodzi się z próby dźwigania odpowiedzialności należącej wyłącznie do Boga. Chcemy naprawiać Kościół, porządkować diecezję, nawracać współbraci, zapominając, że jedynym polem, które realnie zostało nam oddane w uprawę, jest nasza własna wierność.

Święty Symmach, papież, którego wspomnienie przypada właśnie dzisiaj, jest postacią wyrwaną z tej przypowieści. Jego pontyfikat, na przełomie V i VI wieku, był rozdarty przez oskarżenia, schizmę i obecność antypapieża. Oskarżano go o rzeczy ciężkie, w tym o niemoralność. Dla wielu w Rzymie był chwastem na Tronie Piotrowym. Zwołano synod, by go osądzić. A jednak Kościół, w przedziwnym akcie wierności logice Pana żniwa, pozwolił mu trwać. Historia ostatecznie oczyściła jego imię, a Kościół czci go jako świętego. Jego postać jest niewygodnym pomnikiem Bożej cierpliwości wobec tych, których my, słudzy, dawno byśmy wyrwali. Uczy, że Bóg potrafi pisać prosto na krzywych liniach naszych biografii i historii Kościoła, a nasza ocena sytuacji jest niemal zawsze przedwczesna i skażona brakiem perspektywy wieczności.

Zostawić żniwo Żniwiarzowi

Naszym zadaniem nie jest administrowanie czystością pola, lecz bycie pszenicą – ziarnem, które czerpie soki z ziemi i światło z nieba, rosnąc w cichym zaufaniu do Tego, który je zasiał. Zaufanie do Gospodarza pola jest aktem teologalnym, który uwalnia od niszczącej potrzeby kontrolowania żniwa, które do nas nie należy. Bóg nie powołał cię na żeńcarza, ale na ziarno, które ma wytrwać do końca.

*** Źródło czytań: brewiarz.pl Zdjęcie: Wolfgang Hasselmann on Unsplash

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Glenn Carstens-Peters, Polina Rytova — via Unsplash