Instrukcja obsługi człowieka zmęczonego

Instrukcja obsługi człowieka zmęczonego
Foto: Adrian Swancar on Unsplash

Jest taka cisza, którą znasz na pamięć. To nie jest cisza spokojnego poranka z kawą. To cisza w samochodzie, po całym dniu, kiedy wyłączasz radio, bo nawet muzyka jest już hałasem. Cisza przy kolacji, gdy patrzysz na swoich bliskich i kochasz ich do szaleństwa, ale nie masz już siły, by sklecić jednego zdania, które nie brzmiałoby jak raport z pola bitwy. Cisza, kiedy wreszcie wszyscy zasną, a ty, zamiast odpocząć, bezmyślnie przesuwasz palcem po ekranie telefonu, szukając czegokolwiek, co zagłuszy ten wewnętrzny szum. Szum niedosytu, niespełnienia, poczucia, że znowu nie dociągnąłeś.

To jest właśnie zmęczenie XXI wieku. Nie to heroiczne, po zbudowaniu domu czy przebiegnięciu maratonu. To zmęczenie prozaiczne, lepkie, które osiada na duszy jak kurz na meblach. Zmęczenie byciem niewystarczająco dobrym rodzicem, partnerem, pracownikiem. Zmęczenie udawaniem, że wszystko jest pod kontrolą, podczas gdy w środku coś pęka z trzaskiem. Czujesz się wtedy jak ten „najmniejszy ze wszystkich narodów”. Niepozorny, bez spektakularnych sukcesów, z listą porażek i niedokończonych spraw, którą mógłbyś wyrecytować o trzeciej nad ranem.

I w sam środek tej twojej cichej kapitulacji, w ten piątkowy wieczór, kiedy jedyne, na co masz ochotę, to zwinąć się w kłębek i zniknąć, przychodzi Słowo. Słowo, które nie jest kolejnym coachingowym hasłem o przekraczaniu granic i byciu najlepszą wersją siebie. To Słowo, które z czułością rozbraja cały twój system obronny.

Dowód osobisty z napisem „wystarczysz”

Bóg przez Mojżesza mówi dziś coś absolutnie skandalicznego. Coś, co wywraca do góry nogami całą naszą logikę opartą na wynikach, efektywności i zasługach. Patrzy na ten mały, poobijany, narzekający naród wybrany i mówi wprost: „Pan wybrał was… nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym, lecz ponieważ Pan was umiłował”. Koniec. Kropka.

To nie jest umowa o pracę, gdzie w punkcie pierwszym masz listę swoich kompetencji. To jest akt miłości, który nie potrzebuje uzasadnienia. Bóg nie mówi: „Wybrałem cię, bo jesteś pobożny, ogarnięty, bo masz poukładane życie i silny charakter”. Mówi: „Wybrałem cię, bo jesteś mały. Wybrałem cię, bo jesteś słaby. Wybrałem cię, bo cię kocham”. To zdanie powinno eksplodować w naszych głowach. Moja małość, moja kruchość, to wszystko, co próbuję ukryć przed światem pod warstwą uśmiechów i pozornego spokoju, dla Niego nie jest przeszkodą. To jest powód. To jest miejsce, w którym On chce się ze mną spotkać.

A potem przychodzi Jezus i dokręca śrubę. Staje pośrodku świata pełnego mędrców, specjalistów od samorozwoju, strategów i ludzi sukcesu, i modli się na głos: „Wysławiam Cię, Ojcze… że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Prostaczek. To nie jest idiota. To nie jest ktoś głupi. W oryginale greckim jest tam słowo nepios, które oznacza niemowlę. Dziecko, które nie potrafi jeszcze samo jeść, chodzić ani niczego sobie załatwić. Kogoś, kto jest totalnie, bezgranicznie zależny. Kogoś, kto ma puste ręce, bo niczego jeszcze nie potrafi w nich utrzymać.

Bóg objawia swoje największe tajemnice tym, którzy mają puste ręce. Tym, którzy wiedzą, że sami nie dadzą rady. Tym, którzy są utrudzeni i obciążeni. I wtedy pada to zaproszenie, które słyszeliśmy tysiąc razy, ale może nigdy go tak naprawdę nie przyjęliśmy: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy… a Ja was pokrzepię”. A zaraz potem dodaje coś, co brzmi jak absurd: „Weźcie na siebie moje jarzmo”. Chwila, moment. Przyszedłem, bo jestem zmęczony, a Ty chcesz mi dołożyć kolejny ciężar? Jarzmo? Przecież to narzędzie pracy, symbol ucisku i wysiłku. I tu jest ukryty cały sekret. On nie mówi: „Dołożę wam moje jarzmo do waszego”. On mówi: „Zdejmijcie to swoje i weźcie moje”. Zdejmij to potworne jarzmo bycia idealnym. Zdejmij jarzmo udowadniania wszystkim swojej wartości. Zdejmij jarzmo lęku, że znowu nawalisz. Zdejmij jarzmo samowystarczalności. A weź moje. Jedyne jarzmo, jakie On nakłada, to jarzmo bycia kochanym bezwarunkowo. Ono jest „słodkie”, a brzemię „lekkie”, bo całą robotę wykonuje w nim On. Ty masz tylko pozwolić się prowadzić.

Ciężar, który uczy latać

Myślimy, że odpoczynek to ucieczka od ciężarów. Wakacje, wolny wieczór, święty spokój. A Jezus mówi, że prawdziwe ukojenie to podjęcie właściwego ciężaru. To brzmi jak szaleństwo, dopóki nie spojrzysz na życie kogoś, kto naprawdę to zrozumiał. 12 czerwca Kościół wspomina świętego Gaspara Bertoniego. Włoski ksiądz z przełomu XVIII i XIX wieku. Genialny kaznodzieja, człowiek z pasją, z planami na wielkie duszpasterskie dzieła. I nagle, w wieku 35 lat, w jego nodze pojawia się zakażenie. Coś, co dzisiaj załatwiłby antybiotyk, zamienia jego życie w piekło. Gangrena, ropiejąca rana, potworny ból, który nie opuści go już do śmierci.

Przez ostatnie czterdzieści lat życia był dosłownie przykuty do łóżka lub fotela. Lekarze przeprowadzili na nim ponad trzysta bolesnych operacji i nacięć, oczywiście bez znieczulenia. Był uosobieniem człowieka „utrudzonego i obciążonego”. Miał wszelkie prawo, by zgorzknieć, przekląć swój los i powiedzieć Bogu: „Dzięki za takie powołanie”. Co zrobił Gaspar? Zdjął z siebie jarzmo swoich planów, ambicji i marzeń o byciu zdrowym, sprawnym apostołem. A wziął na siebie jarzmo, które dał mu Bóg – jarzmo cierpienia i bezradności.

I stała się rzecz niepojęta. To właśnie z tego fotela, z tego łóżka bólu, założył nowe zgromadzenie zakonne – Stygmatynów. Jego pokój stał się centrum duchowym dla całego miasta. Przychodzili do niego po radę biskupi, księża i zwykli ludzie. On, unieruchomiony kaleka, stał się źródłem mocy dla tysięcy. Odkrył, że jego słabość nie jest przekleństwem, ale przestrzenią, w której Bóg może działać z całą mocą. Zrozumiał, że jego ciężar, gdy oddał go Jezusowi, stał się lekki. Nie dlatego, że przestał boleć. Ale dlatego, że niósł go razem z Nim. Jego brzemię stało się skrzydłami.

Przyjdź

Jezu, już nie udaję. Jestem zmęczony. Moje serce jest jak popękane naczynie, z którego wszystko wycieka. Przychodzę, bo powiedziałeś, że takich właśnie szukasz. Weź ode mnie ten ciężar bycia kimś, kim nie jestem, i naucz mnie po prostu być Twoim.

Prawdziwy odpoczynek nie jest brakiem ciężaru, ale noszeniem tego właściwego.

Źródło czytań: brewiarz.pl

Zdjęcia: Vitaly Gariev, Adrian Swancar — via Unsplash